bulletstorm logo

Recenzja gry Bulletstorm: Full Clip Edition

Wydawca: Gearbox Publishing
Producent: People Can Fly
Data premiery: 7 kwiecień 2017
Gatunek: FPS

  1. Painkiller był dopiero rozgrzewką
  2. Szwadron Wilków Alfa czyli Dead Echo
  3. Na drodze do odkrycia spisku
  4. Główny zły czyli generał Sarrano
  5. Stygia czyli międzygalaktyczne centrum rozrywki
  6. W Bulletstorm zemsta i chęć przeżycia jadą na tym samym wózku
  7. Arsenał dostępny w grze
  8. Kreatywna eliminacja wrogów
  9. Jak Bulletstorm wygląda od strony technicznej?
  10. Games for Windows Live – czyli powód powstania Full Clip Edition
  11. Czy „Bulletstorm: Full Clip Edition” jest skokiem na kasę?
  12. Czy gra nadal wciąga?
  13. Bulletstorm – Full Clip Edition wymagania sprzętowe

Przed nami kolejna gra od twórców świetnie przyjętego FPS’a, jakim niewątpliwie był Painkiller. Mowa tutaj oczywiście o People Can Fly, którzy po Painkillerze rozwinęli skrzydła i zostali wykupieni przez Microsoft.
Od razu na początku może wyjaśnię, dlaczego przy tej recenzji widnieją aż dwie oceny. Pierwsza z nich dotyczy wersji podstawowej, natomiast druga jest oceną wystawioną dla wersji – Bulletstorm: Full Clip Edition. Dlaczego są tak duże rozbieżności w obu ocenach? Tego dowiecie się czytając poniżą recenzję gdzie postaram się wypunktować wszystkie, dlaczego te dwie oceny różnią się między sobą aż w takim stopniu.

Painkiller był dopiero rozgrzewką

Można powiedzieć, że dla People Can Fly, Painkiller był swego rodzaju rozgrzewką przed tym co czekało ich po jego premierze. Dzięki temu tytułowi otworzyli sobie drzwi do wielu wydawców, którzy chcieliby mieć pod swoimi skrzydłami twórców, tak dobrze czujących klimat old schoolowych FPS gdzie głównym elementem rozgrywki jest sianie zniszczenia i strzelanie do wszystkiego, co się rusza. To właśnie w tego typu grach najpierw się strzela, a dopiero później zadaje pytania. Fabuła jest tutaj elementem drugorzędnym, która stanowi tylko pretekst i wytłumaczenie, dlaczego musimy na swojej drodze strzelać do wszystkiego, co się rusza. Warto w tym miejscu podkreślić, że choć w Painkillerze fabuła jako taka była, to w Bulletstorm jest ona bardziej sensowna i lepiej opowiedziana (ale wiadomo, że człowiek uczy się całe życie i miło, że Panowie z People Can Fly potrafią wyciągać wnioski ze swoich wcześniejszych produkcji).

Występują tutaj elementy podobne do wcześniejszej produkcji no ale wiadomo, że nie warto zmieniać czegoś co stanowiło siłę poprzednika oraz zagwarantowało jej sukces. Sam model rozgrywki nie odbiega zbytnia od tego co widzieliśmy poprzednio, ale z pewnością wszystkiego jest więcej, jest zrobione lepiej i zdecydowanie wszystko wygląda dużo lepiej dla oka niż miało to miejsce w przypadku Painkillera (chociaż ten zarzut jest nie na miejscu, bo obie produkcje dzieli ponad 5 lat różnicy, co w branży gier jest wiecznością).
Jednak dopiero Bulletstorm pokazał pełnie możliwości i wyobraźni twórców. Po części jest to pewnie zasługa dostępnej technologii, która nie była dostępna w czasach premiery swojej wcześniejszej gry, ale warto było poczekać.
Tutaj jeszcze tylko dodam, że między premierą pierwszej odsłony Bulletstorm, a Full Clip Edition minęło 6 lat, które w zasadzie niczego nie zmieniły.

Szwadron Wilków Alfa czyli Dead Echo

Początek gry wygląda niewinnie. Lecimy statkiem podczas przesłuchania jakiegoś między galaktycznego bandyty dlaczego na nas poluje i ile wynosi aktualna cena za cały oddział. Tutaj możemy się dowiedzieć, że nasz bohater jest piratem napadającym na statki kosmiczne, aby zrabować wszystko, co się da i lecieć do następnego celu. Jednak po chwili rozpoczyna się retrospekcja, która wyjaśnia nam dlaczego teraz uważani jesteśmy za piratów. Znajdujemy się na kolejnej (jednej z setek) rutynowej misji, której celem jest pozbycie się osoby, która zagraża naszemu oddziałowi i bezpieczeństwu tysięcy ludzi. Dostaliśmy więc zadanie pozbycia się jej, co oczywiście bez mrugnięcia robimy.
Nasz bohater jest jednym z członków elitarnego oddziału Dead Echo, który działa zawsze ściśle tajnie i zawsze wykonuje każdą powierzoną mu misję. Bardziej można rzec, że jest to oddział najemników, któremu cele wyznacza lekko zbzikowany staruszek – Generał Sarrano.

Na drodze do odkrycia spisku

I to właśnie wykonując tą misję odkrywamy całą prawdę o tym, na jakiej zasadzie działa nasz oddział oraz kim naprawdę są cele, jakich przez te wszystkie misje się pozbyliśmy. Okazuje się, że po zabiciu aktualnego celu dostaliśmy się do jego laptopa i to dopiero tutaj okazało się, że był on zwykłym dziennikarzem i szukał informacji na temat naszego oddziału, aby móc go zdemaskować i postawić przed sądem za wykonywanie egzekucji na zlecenia na niewinnych ludziach.
Następuje chwilowy rozłam w oddziale, ale dzięki charyzmie naszego bohatera zostaje szybko zażegnany i zaczyna obowiązywać zasada – „jeden za wszystkich i wszyscy za jednego”.

Pozostaje nam dowiedzieć się dlaczego cele dobierano tak, a nie inaczej i dlaczego nikt nie poinformował ich dlaczego cele są zwykłymi, nieuzbrojonymi cywilami, którzy po prostu wiedzieli więcej, niż musieli. Na odpowiedź na to pytanie nie przyjdzie nam długo czekać, bo już po przeszukaniu wszystkich danych dostępnych na laptopie naszej najnowszej ofiary postanawiamy się połączyć z naszym generałem, aby uzyskać wyjaśnienia, dlaczego wyznaczał takie cele i nie informował nikogo na temat prawdziwych powodów tego czym zasłużyły sobie one na śmierć. Zawsze swoje cele określał mianem ludzi niebezpiecznych, zagrażających życiu tysięcy istnień…

Główny zły czyli generał Sarrano

…a w rzeczywistości przez cały ten czas chodziło o to, aby mógł on chronić własny tyłek. Generał Sarrano pozbywał się ludzi, którzy zagrażali mu ujawnieniem jego tajemnic oraz tego, że ma krew na rękach. W ten oto sposób uświadczyliśmy w grze szybkiej zdrady oraz główny przeciwnik został jasno nakreślony. Od tej pory celem naszego życia staje się unicestwienie Generała Sarrano co wcale nie będzie prostym zadaniem.
Ma on bowiem pod swoim dowództwem tysiące żołnierzy i setki oddziałów podobnych do naszego, chociaż nie tak skutecznych. Okazuje się, że Generał, który był dla nas jak ojciec (do momentu gdy bez mrugnięcia okiem wykonywaliśmy wszystkie zlecone zadania) teraz okazał się cynicznym staruchem, którego nigdy nie obchodziło to czy jakaś misja okaże się dla nas ostatnią, czy też nie.

W trakcie rozgrywki poznamy go trochę lepiej i zobaczymy, że w ogóle nie liczył się on z ludzkim życiem obojętnie czy była mowa o kobietach, dzieciach, starszych czy inwalidach. Dla niego liczy się tylko jego interes i to żeby był kryty. Pech chciał, że oprócz tysięcy żołnierzy, ślepo w niego zapatrzonych, posiadał też silne wpływy, których użył, aby oczernić nasz oddział i sprawić, że przez kilka kolejnych miesięcy będziemy musieli uciekać przed wszelkiej maści łowcami głów, zanim namierzymy jego ukochany statek, który uda nam się zestrzelić nad nieznaną nam wcześniej planetą, którą jest Stygia.

Stygia czyli międzygalaktyczne centrum rozrywki

To właśnie tutaj, na Stygii przyjdzie nam rozegrać całą kampanię. Po zrobieniu z naszego statku pocisku za pomocą którego zestrzeliliśmy statek Generała, wszyscy wylądowaliśmy na tej planecie, która lata swojej świetności ma już dawno za sobą. Z całego naszego oddziału, przy życiu pozostał tylko jeden człowiek, nie licząc nas – jest nim Ishi. I to w dodatku nie do końca kompletny. W zasadzie to brakuje mu połowy twarzy, ręki i nogi. Zamiast nich ma wstawione elektroniczne implanty, które czasami przejmują nad nim panowanie i wtedy robi się dla nas niebezpieczny.
Pierwsze co rzuca się w oczy to to, co mogło stać się z tak piękną planetą, którą niewątpliwie kiedyś była Stygia. Widać, że było to międzygalaktyczne centrum rozrywki, gdzie nie brakowało imponujących drapaczy chmur oraz wielkich kasyn. Takie kosmiczne Las Vegas.

Szybko wychodzi na jaw, że ktoś, kto postanowił wybudować tutaj centrum rozrywki, nie poznał dokładnie tej planety. Bowiem głęboko pod ziemią mieszkają na niej wielkie bestie o monstrualnych rozmiarach, które swoim wyglądem od razu wywołują poczucie, że jest to pewne oczko w stronę fanów Godzilli. Po zabudowaniu planety i zrobieniu z niej metropolii zaczęto budować podziemne więzienie, które będzie mogło pomieścić tysiące więźniów. Do tego dochodzi gromadzenie odpadów radioaktywnych zaraz pod powierzchnią miasta ze względów czysto ekonomicznych i doświadczalnych. Przez krótką chwilę jest także wzmianka, że w tych podziemiach były przeprowadzane tajne eksperymenty medyczne na osadzonych, które delikatnie mówiąc, wymknęły się spod kontroli.

Jest to szybka geneza tego jak doszło do upadku tego miasta. Wszystkie te elementy doprowadziły do tego, że na planecie władzę przejęły różne klany i szczepy, które ciągle walczą ze sobą o wpływy oraz o pożywienie. Dowiadujemy się, że planetę zamieszkują także kanibale, którzy tylko czekają, aż powinie nam się noga. Na początku jesteśmy przekonani, że wszyscy ludzie i kreatury, których zabijamy po drodze to właśnie owoce nieudanych eksperymentów i dopiero w połowie otrzymujemy wyjaśnienie, że są to także cywile, którzy przyjechali tu odpocząć, ale ze względu na zanieczyszczenie stali się tym, co teraz przyjdzie nam unicestwić.

W Bulletstorm zemsta i chęć przeżycia jadą na tym samym wózku

Głównym celem gry jest oczywiście zemsta na Generale Sarrano za jego zdrady oraz wysługiwanie się nami w celu osiągnięcia własnych korzyści. Przynajmniej na początku tak jest i nasz bohater zarzeka się, że jest to cel nadrzędny ważniejszy nawet od tego czy przeżyje tą zemstę czy nie. Cena nie gra tutaj roli. Dopiero gdy dowiadujemy, o co tak naprawdę toczy się gra to zmienia nasz światopogląd. Do tej pory kierowaliśmy się chęcią zemsty za wszelką ceną i nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nasze dni mogą być policzone do czasu, aż dowiedzieliśmy się, że ostatnim zadaniem Generała przed zestrzeleniem było umieszczenie ładunku z bombą DNA na Stygii, która unicestwi wszystkie żywe organizmy na planecie i ponownie pozwoli na jej zasiedlenie.

Niestety został szybko zestrzelony, zaraz po umieszczeniu tej bomby więc kolejna część gry toczy się o przeżycie. Dokładniej rzecz ujmując o znalezienie bomby oraz jej rozbrojenie, aby zapobiec wybuchowi, co nie będzie łatwym zadaniem zwłaszcza, że na naszej drodze staniemy twarzą w twarz z Generałem, z którym niestety będziemy musieli połączyć siły, aby zapobiec detonacji bomby i ponownie zostaniemy przez niego zdradzeni.
Wszystko sprowadza się więc do zemsty i woli przeżycia mimo to, że od początku ta druga opcja nie była brana przez naszego bohatera aż do momentu, w którym zaczęła grać główną rolę na przemian z chęcią mordu i zemsty. Nie będę wam zdradzał zakończenia, bo warto poznać je samemu.

Arsenał dostępny w grze

Czym byłaby gra FPS bez możliwości wyboru broni, którą będziemy chcieli siać zniszczenie. Tutaj mamy do dyspozycji 7 rodzajów broni. Niby niewiele, ale każda z nich ma dwa tryby strzelania, gdzie drugi tryb nazwano dopalaczem, więc w zasadzie otrzymujemy aż 14 kombinacji dlatego z pewnością każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Dodatkowo każdą broń możemy modyfikować za pomocą punktów, jakie są nam przydzielane za eliminację wrogów (o punktach za eliminację napiszę za chwilę). Jednak w przeciwieństwie do tego co było w Painkillerze, nasz bohater nie ma nieograniczonego miejsca na broń, więc będziemy zmuszeni dokonać wyboru. Jednocześnie będziemy w stanie nieść 3 bronie, z czego podstawowy karabin towarzyszy nam cały czas. Do naszej dyspozycji zostają puste sloty, które będziemy musieli zapełnić. W większości przypadków wybór broni będzie definiowała sytuacja, w której się znajdziemy, a także od naszych osobistych upodobań. Dodam też, że broni nie możemy zmienić w każdej chwili. W celu wymiany arsenału będziemy musieli dotrzeć do zasobnika, który aktywujemy za pomocą smyczy i to z poziomu menu zasobnika przypiszemy broń, jaką będziemy się posługiwać.

Podstawową bronią jest karabin, którego nazwano w grze „Karabin Rozjemca”. Towarzyszy on nam przez całą grę i nie mamy możliwości zamiany go na inną broń. Jego pierwszy tryb strzelania to oczywiście ogień ciągły natomiast drugi tryb koncentruje energię i w momencie jej eksplozji wystrzeliwuje na raz magazynek zawierający 100 naboi, który natychmiast eliminuje większość przeciwników. W momencie gdy będą stali w jednej linii, to jednym celnym strzałem można wyeliminować kilku na raz.

Kolejna broń to wariacja na temat rewolweru skrzyżowanego z pistoletem służącym do wystrzeliwania flar sygnałowych. Rewolwer nosi nazwę „Wyjec”. W pierwszym trybie będzie on służył nam jako zwykły rewolwer o bardzo dużej sile rażenia (czasami wystarczy jeden celny strzał, aby zabić przeciwnika). Drugi tryb strzelania pozwala nam na wystrzelenie flary w przeciwnika, która w momencie wybuchu rozerwie go na strzępy, dodatkowo podpalając wszystkich, którzy znaleźli się w polu rażenia. Czasami wygląda to bardzo efektownie kiedy przeciwnik zostanie uniesione w powietrze i zdetonowany jak fajerwerk.

Następną broń w arsenale stanowi „Korbacz”. Ale nie jest to zwykły korbacz miotający jakieś pale lub granaty. Amunicją dla tej broni są dwa granaty połączone ze sobą łańcuchem, które w momencie wystrzału owijają się przeciwnikowi wokół nóg, skutecznie go w ten sposób unieruchamiając, aż do momentu, w którym nastąpi eksplozja. Gdy w polu rażenia znajdzie się więcej przeciwników to lepiej dla nas, bo w ten sposób zaoszczędzimy amunicję, której niestety do tej broni nie posiadamy zbyt wiele.
Drugim typem strzelania jest możliwość przecinania przeciwników na pół. Jeżeli staną w jednej linii, to jednym wystrzałem możemy pozbawić życia kilku na raz. Działa to na takiej zasadzie, że drugi tym strzału rozgrzewa łańcuch do czerwoności i wtedy możemy go wystrzelić (oczywiście najpierw musimy obrać sobie coś za cel).

Czwartą już bronią jest kolejna wariacja, tym razem na temat strzelby. W grze broń ta nosi nazwę „Łamignat” i przyznam szczerze, że nazwa idealnie pasuje do tego co prezentuje sobą broń. Jest bardzo skuteczna na bliskie dystanse. Już samo to, że dysponuje ona, aż czterema lufami może świadczyć o jej mocy. Na dłuższe dystanse nie sprawdza się już tak dobrze, ale czasami gdy przyjdzie nam mierzyć się dużą ilością przeciwników na małej przestrzeni, to wtedy może okazać się niezastąpiona. Do tego dochodzi jeszcze dopalacz, który wystrzeliwuje w wybrany cel rozgrzaną falę uderzeniową, która jest w stanie zabić, nawet tych wrogów, którzy ukrywają się za zasłonami. Najlepiej także korzystać z dopalacz gdy naprzeciwko naszego bohatera znajduje się większa grupa przeciwników.

Kolejnym narzędziem mordu będzie kolejna wariacja. Dla mnie jedna z ulubionych broni w grach (w ogóle), czyli snajperka nazwana po prostu „Łowca Głów”. Tutaj nie do końca można nazwać to snajperką, ale będzie to chyba najbliższe temu co prezentuje ta broń. Pierwszy tryb to klasyczne przybliżenie (i namierzenie ofiary) za pomocą lunety oraz wystrzał…i tutaj już zaczynają się różnice pomiędzy Łowcą Głów a zwykłą snajperką. W momencie wystrzału to my przejmujemy kontrolę nad pociskiem i możemy za pomocą ruchu myszką kierować wystrzeloną kulą, pod warunkiem, że wybrana przez nas ofiara znajduje się w polu rażenia. Gdy nagle zmienimy kurs, przez który całkowicie nasza pierwsza ofiara zniknie z pola widzenia, wtedy stracimy pocisk. Warto jest więc się postarać i celować w cel, który jako pierwszy został przez nas oznaczony, a jeżeli chcemy zmienić cel, to najlepiej jak będzie się on znajdował blisko naszej, obranej na początku, ofiary.
W trybie dopalacza dostajemy do dyspozycji jeszcze bardziej śmiertelny pocisk, którym oprócz tego, że nim sterujemy, to w odpowiednim czasie możemy go także zdetonować a siła wybuchu może pozbawić życia sporą grupę przeciwników. Jest to rozwiązanie idealne na skumulowane grupki przeciwników, którzy chowają się za osłoną. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, aby posłać pocisk w ich kierunku i zdetonować go tuż nad ich głowami.

Broń nazywana tutaj „Odbijak” jest chyba najrzadziej przeze mnie używaną bronią w całej grze mimo sporych możliwości. Jest to po prostu przenośny miotacz kul armatnich, które eksplodują w momencie gdy puszczamy spust lub kula natknie się na cel. Rzadkie używanie nie było spowodowane tym, że jest to słaba broń, powiedziałbym nawet, że jest wręcz przeciwnie i, że „Odbijak” jest bronią bardzo mocną, ale posiadającą bardzo poważną wadę. Jest powolny i ma mały magazynek. Drugi tryb strzału lub jak kto woli dopalacz sprawia, że miotane przez nas kule zachowują się jak kulka kauczukowa, wybuchająca dopiero w momencie gdy trafi na przeciwnika.

Ostatnią bronią w zestawieniu jest raczej narzędzie służące do wiercenia niż służące tylko jako broń. Jest nią „Wiertacz”, który pozwala nam na wystrzeliwanie w kierunku wrogów, wierteł, które są w stanie przebić ich na wylot lub przygwoździć do ściany (aż przypomina się kołkownica). Niestety jest to broń powolna i droga w odblokowaniu dodatkowo posiadająca mały magazynek, który może skończyć się w najmniej odpowiednim momencie. W trybie dopalacza zyskujemy krótkotrwałą możliwość sterowania wiertłem w czasie lotu i to by było na tyle z alternatywnych możliwości wystrzału. Przyznam, że pozbywanie się przeciwników tą bronią bywa widowiskowe, to jednak preferuję inny rodzaj siania zniszczenia.

Oprócz wymienionego wyżej arsenału, którym przyjdzie się nam posłużyć, na swojej drodze spotkamy także przenośnie działka obrotowe, które pozwolą nam na poczucie się jak Rambo (do momentu aż nie wysiądą akumulatory wbudowane w broń), a nawet będziemy w stanie sterować modelem dinozaura, który będzie wyposażony w działka laserowe i okaże się nieocenioną pomocą przy przejściu jednego z poziomów. Każdą broń bardzo dobrze się czuje i czuć moc wystrzału. Warto też dodać, że elementy otoczenia też można wykorzystać jako broń…

bulletstorm

Kreatywna eliminacja wrogów

…i użyć ich do kreatywnej i wyżej punktowanej eliminacji wrogów. Im więcej punktów zdobędziemy za eliminację przeciwników, tym więcej ulepszeń będziemy mogli dokupić do naszych broni. Zwykłe zabicie daje nam zwykle mało punktów i gdybyśmy mieli skupić się tylko na tym to nie wiem, czy przez całą kampanię, w pełni ulepszylibyśmy sobie podstawowy karabin. Dlatego dodatkową bronią, której nie opisałem w akapicie dotyczącym broni jest smycz, która zdobywamy na samym początku gry, i która towarzyszy nam już do końca. To dzięki smyczy zliczane są nasze punkty, a dodatkowo może ona posłużyć nam jako lasso i za jej pomocą możemy wyciągać wrogów zza osłon lub przyciągać ich do siebie, aby móc sprzedać im kopa.

Ale co dokładnie z tą kreatywną eliminacją? Każde zabicie, inne od normalnego, jest przez smycz dodatkowo punktowane. Do eliminacji może posłużyć zabicie przeciwnika z wykorzystaniem do tego dopalacza lub wykorzystanie elementów otoczenia takich jak wystające rusztowanie, wielkie kaktusy, które porastają Stygię czy też mięsożerne rośliny, które tylko czekają, aż za pomocą solidnego kopniaka poślemy w ich kierunku kolację. Ale na mięsożerne rośliny warto uważać, bo gdy się za bardzo rozluźnimy i nie zauważymy, że taka roślina wyrasta ze ściany (i wcześniej jej nie zabijemy) to sami możemy stać się jej kolacją, a to niestety nie jest już w ogóle punktowane.
Za zwykła eliminację otrzymujemy zwykle 10 punktów, za strzał w głowę 25, ale gdy zabijemy przeciwnika za pomocą jakiejś spektakularnej kombinacji, to możemy spokojnie otrzymać ponad 100 czy 200 punktów. Do tego celu możemy użyć także smyczy, która w momencie użycia, gdy wyciągamy wroga zza osłony to na chwilę spowalnia czas, abyśmy mogli odpowiednio wycelować w bezwładne ciało, które leci w naszym kierunku i zestrzelić je w locie lub poszukać na szybko czy w otaczającym nas obszarze znajduje się coś, co można wykorzystać do pozbycia się wroga.

Czasami wystarczy sprzedanie kopniaka przeciwnikowi stojącemu nad przepaścią, aby zyskać za to jakieś dodatkowo punkty, których w takich przypadku nie będzie za dużo, ale na pewno zawsze będzie ich więcej niż za zwykłą eliminację.
Najlepiej jest czaić się na duże grupy przeciwników i eliminować je grupami wtedy zyskujemy mnożnik do zdobywanych punktów. O wiele lepiej też to wygląda na ekranie gdy z każdej strony widzimy, jak zliczane są nasze punkty za masowe pozbywanie się przeciwników.

Jak Bulletstorm wygląda od strony technicznej?

Silnik gry oparty jest o trzecią generację Unreal Engine. Gra w momencie swojej premiery wyglądała świetnie i naprawdę nie zestarzała się aż tak bardzo, żeby wymagała wydania remastera jak ma to miejsce przy Full Clip Edition. Mimo tego, że wiele osób zarzuca silnikowi Unreal Engine to, że nie można przy jego pomocy odwzorować (w miarę realnie) brudu oraz nieczystości, a tworzone w nim gry wyglądają wręcz sterylnie, to tutaj nie ma się takiego wrażenia (przynajmniej ja takiego nie miałem i nie uświadczyłem). Tam, gdzie powinien być kurz – jest kurz, tam gdzie coś powinno się rozsypać – rozsypuje się w realistyczny sposób.

Wszystkie krajobrazy także wyglądają świetnie, chociaż rzadko kiedy będziemy mogli je podziwiać w całej okazałości, bo przez większość czasu będziemy przemierzać zamknięte obszary. W kwestii optymalizacji też nie ma się do czego przyczepić. Wymagania nie były jakieś specjalnie wygórowane i nawet spełniając minimalne, mogliśmy się świetnie bawić, oczywiście odpowiednio modyfikując ustawienie wszystkich efektów.

Games for Windows Live – czyli powód powstania Full Clip Edition

Premiera Bulletstorma miała miejsce w 2011 roku. Wtedy jeszcze Microsoft myślał, że osiągnie sukces inwestując pieniądze w swoją usługę, jaką była Games for Windows Live (coś takiego jak dzisiejsze Rockstar Game Club). Niestety okazała się ona niewypałem i Microsoft szybko wycofał się z tego pomysłu, pozostawiając wszystkich graczy na lodzie. Odczuli to zwłaszcza ci gracze, którzy mieli pokaźną kolekcję gier, które do uruchomienia wymagały właśnie logowanie przez tego klienta. Po całkowitym zaprzestaniu działania tej usługi wszyscy gracze, którzy mieli gry, które do uruchomienia wymagały połączenia właśnie z tą usługą mogli je wszystkie wyrzucić do śmieci. I mówię tutaj o nie byle jakich tytułach, bo nawet GTA IV wymagało do uruchomienia Games for Windows Live (niestety).

Tutaj właśnie upatrywałbym się powodów powstania Full Clip Edition dla Bulletstorm. Jest to bardzo dobra gra, która przez strategię Microsoftu zostałaby z pewnością zapomniana, a tak dzięki nowej edycji, która nie wymaga już posiadania klienta Microsoft, może bawić kolejnych graczy, chociaż wydawcę należy skrytykować za to, w jaki sposób wydał tą edycję i oczywiście za to za ile ją wydał…

Czy „Bulletstorm: Full Clip Edition” jest skokiem na kasę?

Pomijając to, że Bulletstorm: Full Clip Edition powstała w odpowiedzi na zaprzestanie świadczenia swojej usługi przez Microsoft i chęć wskrzeszenia tej produkcji, na chociażby Steam, to nie można odmówić wydawcy tego, że był to zwykły skok na kasę na sentymencie graczy oraz tych, którzy zobaczyli screeny i trailery remastera (wyglądające bardzo ładnie) i łyknęli haczyk, że jest to całkiem nowy produkt warty wydania pełnej kwoty, jaką oferuje się za nowe produkcje.
W zamian nie otrzymaliśmy spektakularnej różnicy pomiędzy oryginałem a remasterem, nie otrzymaliśmy nic, co wzbogacałoby rozgrywkę, nie ma nowych poziomów, bohaterów. Fabuła nie została w ogóle tknięta, arsenał, jaki był w oryginale taki jest Full Clip Edition.

Jest to praktycznie kopia oryginały jeden do jednego z nieco podrasowanymi teksturami i tyle. Takie coś powinno być wydane w formie patcha aniżeli pełnoprawnej gry. Mało tego, jak dla mnie to Full Clip Edition powinna zostać przypisana za darmo do konta dla każdego, kto posiadał oryginał, a jeżeli wydawca był takim sępem to mógł ustalić cenę gry jako symboliczną kwotę, a nie taką jaką przychodzi nam płacić za pełnoprawne tytuły AAA. Dlatego ocena dla remastera jest, jaka jest bo w zasadzie gdyby nie Games for Windows Live to mogłoby go nie być. Gra nie zestarzała się na tyle, aby wymagała remastera, który nie wnosi do rozgrywki nic nowego i świeżego.

Czy gra nadal wciąga?

Mimo wszystko i mimo tego, że jest to ewidentny skok na kasę to produkcji nie można odmówić grywalności. Wciąga od początku do końca. Kampania jest podzielona na rozdziały, ale każdy jest tak skonstruowany, że kończąc jeden, zaraz będziemy chcieli zobaczyć, co wydarzy się w drugim i kolejnym. W zasadzie to grę można przejść na raz jeżeli ktoś dysponuje 6-7 godzinami to spokojnie będzie w stanie ukończyć całą kampanię w tym czasie i świetnie się przy tym bawić.
Gdyby nie fakt, że jest to produkcja FPS to czas gry powiedziałbym, że nie jest oszałamiający (w zasadzie nawet jak na FPS), ale jest tutaj tyle akcji, że ten czas nie jest wadą, a wręcz zaletą, bo gra wciąga od początku do końca. Dzięki temu nie jest też na siłę przeciągana, jak ma to miejsce w podobnych produkcjach, aby tylko sprawić żeby produkcja była dłuższa kosztem samej grywalności.

Podsumowując. Bulletstorm jest grą jak najbardziej, wartą ogrania i sprawdzenia czym ona w ogóle jest. Zwłaszcza jeżeli jesteśmy fanami szybkich FPS’ów w stylu wspomnianego na początku Painkillera. Samo wydanie Full Clip Edition z pewnością nie jest warte swojej ceny i ja osobiście nie zapłaciłbym za nie więcej niż 10-20 zł lub przyjął za darmo jako patch do oryginału. Ze względu na to, że posiadam tą grę, ale jeszcze na wersję Games for Windows Live i wiedziałem, że można się przy niej świetnie bawić, czekałem na promocję gdzie jej cena nie będzie ceną, którą trzeba zapłacić za pełnoprawną nową grę i w końcu się doczekałem więc szkoda by było nie ograć remastera, który utwierdził mnie w przekonaniu, że ta edycja to tylko skok na kasę, ale tylko dla tych, którzy nigdy nie grali w oryginał. Jeżeli nie mieliście jeszcze do czynienia z grą Bulletstorm to gorąco zachęcam do nadrobienia zaległości zwłaszcza, że gra była robiona przez naszych rodaków z People Can Fly.

Bulletstorm – Full Clip Edition wymagania sprzętowe

Minimalne wymagania sprzętowe:

Procesor: AMD A8-3850
Pamięć RAM: 6 GB
Karta graficzna: Radeon HD 6850 lub lepsza
Miejsce na dysku: 15 GB
System operacyjny: Windows 7/8/8.1/10 x64

Zalecane wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel Core i5-760 / AMD Athlon II X4 645 AM3
Pamięć RAM: 8 GB
Karta graficzna: GeForce GTX 750 Ti / Radeon HD 7770 lub lepsza
Miejsce na dysku: 15 GB
System operacyjny: Windows 7/8/8.1/10 x64

Plusy:

Minusy:

GRAFIKA

8/10

FABUŁA

6/10

ROZGRYWKA

9/10

GRYWALNOŚĆ

8/10

DŹWIĘK

7/10

Ocena: 8/10 (dla wersji oryginalnej)

8/10

Ocena: 2/10 (dla Full Clip Edition)

2/10