youtube logo

Jak to jest z tymi polskimi youtuberami?

  1. Kim jest streamer?
  2. Kolos na glinianych nogach czyli o kupowaniu lajków
  3. Streamować każdy może
  4. Żebraki XXI wieku
  5. Współprace na youtube, czyli zawsze ktoś za kimś stoi
  6. Kiedy w końcu się napchają?
  7. Degradacja społeczeństwa czyli patole na streamie
  8. Czy za ten wpis poleje się na mnie hejt?
  9. Kilka słów na koniec

Do napisania tego tekstu zabierałem się kilka miesięcy. Sam do końca nie wiedziałem, czy chce to opublikować, czy nie. Czara goryczy została przelana w momencie gdy jeden z tzw. streamerów stwierdził, że jego „praca” niesie za sobą wiele wyrzeczeń. Po czymś takim ręce mi opadły. Proszę was, jakie wyrzeczenia? Jaka praca? Jak można nazwać pracą coś, co by się tak, czy siak robiło po przyjściu z prawdziwej pracy do domu?

Idealnie można to opisać za pomocą takiego przykładu. Wyobraź sobie, że pracujesz po 12 godzin na budowie (od 6 do 18) – już jest niefajnie. Wracasz styrany do domu szybki prysznic i około godziny 20 układasz się wygodnie w łóżku i włączasz TV, żeby pooglądać rzeczy, które lubisz. Na ile programów wystarczy mocy? Jeden dwugodzinny film to max. I tak mniej więcej wygląda Twój dzień.
A teraz, żeby zobrazować sobie jak wygląda ciężka „praca” youtubera/streamera wyobraź sobie następującą sytuację. Nie idziesz tyrać na budowę 12 godzin, siedzisz cały dzień w domu, wykonując normalne domowe obowiązki: jakieś zakupy, coś załatwiasz na mieście robisz wszystko, na co nie miałbyś normalnie czasu. Wracasz do domu, zajmujesz się odpoczywaniem, spaniem czy co tam jeszcze lubisz robić poza oglądaniem TV. Wybija godzina 18-20 odpalasz kamerkę, włączasz stream, kładziesz się normalnie w łóżku i oglądasz film, a razem z Tobą robią to Twoi widzowie i jeszcze Ci za to płacą. Leżysz tak kilka godzina, dniówka leci (bo jeleni nie brakuje) a Ty oglądanie w TV zamieniasz w swoją pracę.

Jak już wcieliłeś się w tą drugą rolę, odpowiedz tak szczerze przed samym sobą – nie byłoby Ci wstyd, publicznie mówić o tym, że masz ciężką pracę i, że kosztuje cię ona wiele wyrzeczeń? Jakie to wyrzeczenia? I ten temat chcę właśnie w tym wpisie poruszyć.

Kim jest streamer?

Żeby móc tutaj poruszyć także inne kwestie, najpierw zacznę od wyjaśnienia tego, kim jest ten streamer? Streamer to nikt inny jak osoba, która w czasie rzeczywistym udostępnia swój obraz z gry (mówimy tutaj o streamerach, którzy specjalizują się w graniu). Czyli krótko mówiąc, pokazuje to jak gra, a w zamian oczekuje wsparcia od widzów (jeżeli do tej pory myślałeś, że oni robią to dla Ciebie to niestety, rozczaruję Cię). Oni robią to po to, żeby móc zarobić na nic nierobieniu.

subscribe

Nie ma się co oszukiwać. Grać w gry można także pracując na etacie. Ba, nawet streamować można, jednocześnie pracując na etacie. Tutaj chodzi o łatwy zarobek. Stremować jest nawet łatwiej niż tworzyć serię z let’s play. A wiecie czemu? Bo niczego nie trzeba montować. Po prostu odpalasz stream i lecisz. Konfiguracja wszystkiego zajmuje 15 minut (chyba że mowa o pierwszej konfiguracji to żeby się w tym odnaleźć, może się ten czas wydłużyć).

Kolos na glinianych nogach czyli o kupowaniu lajków

Nie od dziś wiadomo, że w dzisiejszych czasach wszystko można kupić. Nawet subskrypcje na Youtube, lajki na Instagramie oraz pod filmami na Youtube, osoby śledzące (followersów) – dosłownie wszystko. Wielu znanych i „lubianych” twórców z Youtube także ma kupionych subskrybentów oraz obserwatorów na Instagramie. Zastanawiające jest to, jakim trzeba być zakompleksionym człowiekiem, aby kupować sobie widzów i jak bardzo zdesperowanym i pazernym na pieniądze, aby dopuścić się czegoś takiego.
Po czym poznać, że ktoś ma kupione subskrypcje i „obserwatorów” na Instagramie?
Jest na to prosty sposób, a mianowicie – obserwacja i analiza. Pozwólcie, że posłużę się tutaj przykładem (nie, nie będzie to ksywa youtubera tylko liczby). Youtuber posiada na swoim kanale przykładowo 1,5 miliona subskrybentów. Wrzuca filmy regularnie – przykładowo 4 filmy w tygodniu. Od początku istnienia kanału średnia ilość wyświetleń graniczyła w okolicach 30 – 40 tysięcy. Pierwsze ostrzeżenie pojawia się w momencie zobaczenia wyświetleń.

Oczywiście może być tak, że w momencie gdy ktoś zaczynał to był randomową postacią niemającą rzeszy widzów, a poziom 30-40 tysięcy osiągnął po jakimś czasie gdy, coraz większa widownia zaczęła oglądać jego archiwalne materiały. To nic dziwnego. Ale mając 1,5 miliona subskrypcji, z pewnością nasze wyświetlenia nie będą na tak żenująco niskim poziomie. To jest ułamek subskrybentów. Możecie przejrzeć teraz kanały swoich „idoli” i sprawdzić, jaki mają stosunek subskrybentów do wyświetleń i to od razu widać, na jaką skalę nakupili sobie subskrypcji. Może teraz dokupią jeszcze kilka tysięcy wyświetleń, żeby wyglądało to bardziej wiarygodnie.

you tube

Taka sama sytuacja tyczy się prowadzonych przez nich profili na Instagramie. 1,5 miliona subskrypcji na Youtube, około 100 000 obserwatorów na Instagramie i pod każdym zdjęciem po 20-30 komentarzy. Serio? Tyle komentarzy pod zdjęciami mają profile, które posiadają około 1 – 2 tysięcy obserwatorów, ale nie 100 000.
Agencje reklamowe się na to łapią i o to w tym wszystkim chodzi. Nie ważne, że rzeczywista ilość obserwatorów może oscylować w okolicach 5-10 tysięcy skoro reklamodawca widzi 100k to chętniej nawiąże współpracę z kimś takim na promowanie swojej marki i biznes się kręci. Nie ważne, że jest to oszustwo, liczy się pieniądz. Wpadnie kolejny grosz za nic nie robienie, sztuczne podbijanie statystyk i oszukiwanie naiwnych widzów.

Streamować każdy może

Pewnie wielu z was zadaje sobie pytanie: jak można rozpocząć karierę streamera/youtubera? I odpowiedź na to jest bardzo prosta. Po prostu zacznij to robić. A jak? Potrzebujesz do tego w miarę dobrego komputera, dobrego, stałego łącza (żeby przesyłanie filmu nie trwało kilku dni, tylko kilkanaście minut), oraz programu graficznego, w którym będziesz mógł montować swoje dzieła. Nie jest to zajęcie pracochłonne (najwięcej czasu idzie na konwertowanie, które robi się samo). Zmontowanie półgodzinnego filmu powinno zająć maksymalnie z 2 godziny (jeżeli wcześniej przygotujemy sobie już odpowiednie materiały). Nie wierzcie w to, że nagranie filmu to najprostsza sprawa…no może trochę tak jest, ale na pewno nie wierzcie w to, że do obróbki filmu trzeba poświęcić 5-8 godzin. Chyba że jest to czas podany razem z jego przekonwertowaniem i skompresowaniem po pełnym montażu co i tak w 70 % może odbywać się bez naszego udziału, a my w tym czasie możemy zająć się nagrywaniem lub obróbką kolejnych materiałów.

Główną zasadą, jakiej trzeba się trzymać przy streamowaniu lub wrzucaniu swoich let’s play na kanał to systematyczność. I tutaj akurat wielu twórców to powtarza i ja się z tym zgadzam. Warto też zadbać o to aby treści, które chcemy przekazać, nie były nudne i robione na siłę. To widać i to odpycha ale jeżeli tworzymy filmy, w których umieszczamy ciekawe materiały (nie muszą być w zasadzie ciekawe, ale przedstawione w interesujący sposób) i robimy to systematycznie to połowa sukcesu.
Kolejną częścią składową jest odpowiednie wstrzelenie się w aktualnie panującą modę. Najwięcej wyświetleń mają te filmy, na których ogrywane są nowości. Nikt nie chce oglądać gry sprzed 15 lat, którą przeszedł 10 razy (chociaż zdarzają się wyjątki). Jeżeli o mnie chodzi, to nie gonię ślepo za modą i nagrywam serię let’s play z gier, które miło wspominam lub takie, w które jeszcze nie grałem, ale chciałbym zagrać. Oczywiście zdarzają się na kanale także nowości, ale nie ograniczam się tylko do nich.

Ostatnim ważnym elementem (według mnie) jest targetowanie w grupę docelową odbiorców. Jeżeli chcemy robić z siebie idiotów i debili przed widzami, to naszą grupą docelową powinny być osoby w przedziale wiekowym 10 – 13 lat, którym takie zachowanie zaimponuje. Jeżeli jednak nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, nie udajemy słodko pierdzących itp., to naturalnym naszym targetem powinny być już widzowie wchodzący w dorosłość i starsi. Oczywiście wiadomo, że podstawową zasadą głównego nurty youtuberów jest zasada, że nieważne kto ogląda, byleby wyświetlenia i kasa się zgadzała ale jeżeli myślicie poważnie o swoich odbiorcach, to tak samo należy ich traktować.

Obojętnie jaką drogę chcesz obrać, to te trzy powyższe zasady powinny być jednymi z najważniejszych na Twojej liście. Bez systematyczności stracisz zainteresowanie widzów i stracisz już tych, którzy Cię oglądali, więc warto trochę przysiąść i „poświęcić” się dla aktualizowania treści. Podkreśliłem słowo poświęcić ponieważ montaż z czasem także zaczyna być świetną zabawą. Jak już ogarniesz, co gdzie jest i co z czym się je to zacznie to być dla Ciebie zabawą – tylko nie mów później o wyrzeczeniach i ciężkiej pracy.

Żebraki XXI wieku

Czy żebranie też działa na was jak płachta na byka? Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia, a teraz stało się wręcz codziennością. Ile razy zdarzyło się wam, oglądać film na Youtube gdzie na końcu lub początku, „twórca” zaczyna żebrać o suby i łapki w górę? Jeżeli dzieje się to na początku filmu to mam taką zasadę, że nie kontynuuje oglądania takiego żebraka. Nie ma wiele rzeczy, które tak bardzo mnie irytują jak takie e-żebry.

Rzeczą, która mnie irytuje jeszcze bardziej, jest „groźba” bardzo często stosowana przez „znanych” youtuberów. Chodzi o stwierdzenie: „Jeżeli pod filmem uzbiera się tyle, i tyle łapek w górę, to będzie kolejna część/kolejny film”. Po raz kolejny pytam – serio? A kim taki youtuber jest, żeby stawiać takie warunki? Z czego będzie żył, jak nie uzbiera tyle łapek w górę? Jak ich nie uzbiera, to nie będzie kolejnego filmu?! Niestety będzie. Pamiętajcie to nie youtuberzy są dla was tylko Wy dla nich. Oni bez was są nikim (tak jakby wasza obecność coś zmieniała. Przecież zero zawsze pozostanie zerem). Muszą publikować jak nie dalszą część to kolejny film. Bez tego nie ma zarabiania na reklamach i innych współpracach.

youtube blue

Może kontekst mojej wypowiedzi jest dosyć mocny, ale takich nieudaczników oglądają młodzi ludzie i na nich się wzorują. Powstała już nawet moda na bycie influencerem. A kim jest influencer? Jak dla mnie to współczesna nazwa idioty, który się na niczym nie zna i w zasadzie nie ma nic ciekawego do powiedzenia, ale wypowiada się na każdy temat. Czasami nawet złożenie logicznej wypowiedzi sprawia im ból, a co dopiero jeżeli musieliby do tego dołączyć myślenie. Oglądają to dzieci i się wzorują na takich pustostanach, które nawet nie skończyły szkoły podstawowej, a stają się dla nich wzorem do naśladowania. Niestety prawda jest taka, że za każdym większym youtuberem stoi ktoś, kto wyłożył odpowiednią sumę (łapki same się nie kupią), aby akurat on odniósł „sukces” i stał się idealną maszynką reklamową, która wypierze mózgi swoim widzom, którzy są na to podatni. Taka współczesna prostytucja. Szmacenie się za odpowiednią sumę. I ktoś taki, za odpowiednią sumę, zareklamuje nawet przysłowiowe gówno, wychwalając jego walory smakowe i delektując się nim na Instagramie. Nie ważne, że gdyby nie pieniądze to nawet by o tym nie pomyślał. Ale cóż, kasa jest w ich życiu najważniejsza.

Współprace na youtube, czyli zawsze ktoś za kimś stoi

Jeżeli myślicie, że Ci najwięksi youtuberzy doszli do tego co mają swoją ciężką pracą to jesteście w błędzie. Zawsze, za kimś, kto ma kilka milionów subskrypcji stoi ktoś większy. Dzięki temu stać ich na kupowanie lajków, subów czy blokowanie innych (mniejszych twórców). Jakiś czas temu głośno było o aferze związanej z pewnym znanym youtuberem, który nagrywał let’s play’e. Przy okazji premiery jakiejś znanej gry doszło do sytuacji, w której mniejszy twórca ogrywał ją na swoim kanale, podobierają widzów temu większemu (ponieważ wrzucał filmy z większą częstotliwością). W momencie gdy ten mniejszy wrzucał po 3-4 filmy z danej gry dziennie ten większy wrzucał jeden i kilka o innych grach.

Dużemu bardzo się to nie spodobało i postanowił uruchomić kontakty ze swoim dużym „wydawcą”, który postanowił zgłosić tego małego do youtube. I co się dzieje w takiej sytuacji? Youtube blokuje materiały tego mniejszego twórcy na okres rozpatrzenia sprawy (zwykle trwa to kilka dni). Przez te kilka dni duży twórca na prędko szybko kończy grę wrzuca hurtowo filmy z gameplayem, żeby tylko być tym, który zbierze dużą rzeszę widzów. I w ten oto perfidny sposób budowane są kariery tych „wielkich” na youtube. Zasada tak jak w życiu – duży może więcej. Oczywiście mniejszy twórca mógł później wrzucać te gameplay’e bo nie dopatrzono się łamania regulaminu itp. ale rozpatrzenie trwało kilka dni przez które był on w plecy z materiałem z najnowszego tytułu, a ten większy zagarnął widzów, którzy byli ciekawi fabuły gry.

Jest wiele takich przykładów i niestety powyższy nie był wyjątkiem. Duży twórca ma się dobrze, ponieważ ma plecy, ale wprost nikt wam tego nie powie. Zresztą pewnie sam ten duży twórca jest przekonany o swojej zajebistości, bo kłamstwo powtarzane wiele razy staje się dla niego prawdą. Oni mają charakter tak skonstruowany, że jak ktoś będzie na nich lał, to oni będą mówić, że pada deszcz i wszystko jest dobrze. Będą żywić się pochlebnymi komentarzami, które łechtają ich ego, a te negatywne w tempie ekspresowym będą usuwać, aby reszta ich nie zobaczyła. Po części, też właśnie dlatego jest ten artykuł – tutaj nikt tego nie usunie.

Kiedy w końcu się napchają?

Był taki czas, że lubiłem oglądać niektórych twórców na Youtube. Nie opowiadali o tym jak im ciężko i jak ciężką to oni mają pracę, bo przecież granie to dla nich mordęga. Woleliby tyrać pewnie, na tej przykładowej budowie, za minimalną krajową. Jednym z moich ulubionych był pewien osobnik, który na oszukiwaniu widzów dorobił się bardzo dobrych pieniędzy. Utrzymuje spokojnie za to swoją rodzinę, jest zapraszany do różnych mediów jako ekspert w dziedzinie gier itp.
Co mnie od niego odrzuciło? Pamiętam, że podczas oglądania jego serii let’s play z gry Diablo III pytał się towarzyszących mu graczy (grał w kooperacji) jak wykonywać questy. Serio? W Diablo III? Pytać się ludzi jak robić questy? Czy jak zrobić danego questa w Diablo III?

youtubeGość, nazywający się doświadczonym graczem, pyta ludzi jak robić questy, w grze, która prowadzi Cię za rękę od początku do końca, a złożoność questów jest taka, że bez problemu poradziłby sobie z nimi nieco bardziej rozgarnięty szympans. To był pierwszy taki moment, gdzie mnie zniechęcił do oglądania swoich wypocin. Kolejnym elementem było częściowe wykorzystanie widzów do wypromowania własnej osoby. A już gwoździem do trumny okazało się reklamowanie swojego patronite. Gość, który przysłowiowo, postawił dom za pieniądze z Youtube żebra jeszcze o wsparcie pieniężne od ludzi. Na szczęście jego patronite szybko upadł i nie przyniósł kolosalnych zysków (choć znalazły się osoby chcące wesprzeć swojego idola), ale niesmak pozostał, zwłaszcza że swoimi seriami nie wnosił nic rozwojowego. Po prostu fajnie się go wcześniej oglądało dla odmóżdżenia. I wtedy zacząłem się zastanawiać – gdzie jest granica ich pazerności? I czy istnieje w ogóle taka granica?
Aktualnie ten youtuber dzięki swojej pazerności wyczaił, że pieniądze można dostawać za granie na żywo więc związał się umową z innymi mediami, gdzie ma dodatkowe źródło dochodów, a na Youtube nadal wrzuca swoje serie a oprócz tego dodaje urywki z live’ów (czy można osiągnąć wyższy poziom pazerności).

Degradacja społeczeństwa czyli patole na streamie

Oprócz zwykłych streamerów, od czasu do czasu na youtube pojawiają się patole, którzy są bohaterami tzw. patostreamów, podczas których często spożywany jest alkohol, widzowie są wyzywani, jest dużo wulgaryzmów oraz nawoływania do nienawiści. Jednym zdaniem są to transmisje od debili dla debili (nie urażając debili).

Często, na takich transmisjach, pojawiają się różnego rodzaju cele, czyli po osiągnięciu określonego progu wpłat taki patus wykonuje skrajnie głupie (patolskie) zadanie, np. wypije 0,5 litra wódki na raz lub pobije matkę, lub dziewczynę. Taki tam typowy dzień z życia patusa tylko, że za pieniądze. Na szczęście jest to zjawisko coraz rzadziej spotykane. Algorytmy youtube już dosyć dobrze radzą sobie z wyłapywaniem tego rodzaju transmisji, ale jeszcze nie tak dawno temu było to nagminne. Co gorsza ludziom się to podobało i nie brakowało takich, którzy specjalnie przelewali, czasami, niemałe kwoty, aby tylko cel został zrealizowany. Nie raz i nie dwa bywało, że podczas takich transmisji ludzie biorący w niej udział są tak nawaleni, że nie są w stanie stanąć na nogi. No cóż, takie coś ludziom się podoba i są w stanie płacić za tego typu rozrywkę.

Kilka osób się specjalizowało w tego typu transmisjach i podczas jednej, potrafili zarobić kilkaset lub nawet kilka tysięcy złotych. Kolejny przykład jak nisko upadło dzisiejsze społeczeństwo, że coś takiego stanowi dla nich rozrywkę. Takie osoby powinny być izolowane od normalnego społeczeństwa, i nie powinno się dopuszczać do oglądania takich treści przez dzieci.

Czy za ten wpis poleje się na mnie hejt?

Ten wpis nie jest spowodowany tym, że komuś zazdroszczę (jak to często bywa tłumaczone przez środowisko). Jest on spowodowany tym, że dużo ludzi to widzi, a nikt o tym nie mówi. Nie można mówić o wyrzeczeniach, praktycznie nie rezygnując z niczego, i czerpiąc z tego same korzyści. Rozumiem gdyby stream w ciągu dnia trwał 8-12 godzin. Ale średnio streamy trwają około 3-5 godzin. Ludzie oglądają, jak ktoś gra i mu za to płacą. A później ktoś taki mówi, że kosztuje go to mnóstwo wyrzeczeń, że poświęca się dla widzów i marudzi, jaka to jego praca jest ciężka. Do wszystkich streamerów – to, co robicie to nie poświęcenie i nie praca, a po prostu granie przy publiczności, która was wspiera. Robilibyście to bez streamów i (o zgrozo) bez dostawania pieniędzy. Można to porównać do ulicznego grajka. Tak jakbyście rozstawili swoje stanowisko na rynku, zaczęli grać i zbierali pieniądze do pokrowca na komputer (widać analogię?).

Oczywiście powyższa treść dotyczy twórców „starej szkoły” (gdzie dzisiejszy „ekipy” w czasach gdy oni świecili swoje największe sukcesy w postaci kupionych wyświetleń, to ci współcześni, jeszcze nie myśleli o korzystaniu z komputera). Współczesnych „ekip” nawet nie będę opisywał, bo szkoda mi na to czasu i klawiatury. I to będzie idealnym podsumowaniem wartości, jakie wnoszą one do polskiego youtube, który nigdy nie był szczególnie bogaty w interesujące treści.

Kilka słów na koniec

Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu poczuliście się źle/nieswojo to znaczy, że jest on o was. Nie twierdzę także, że wszyscy tacy są, ale zdecydowana większość wpisuje się w ten schemat. Jeżeli do tej pory myśleliście, że ci najwięksi nagrywają z szacunku do widzów to niestety, oni nagrywają to z miłości do pieniądza. To są ludzie, którzy za odpowiednią sumę sprzedaliby własną matkę (nieważne czy mowa o pieniądzach, czy o łapkach w górę, jedno nakręca drugie i odwrotnie).

Przeraża mnie skala, na jaką oddziałują tacy „tfurcy”, którzy poza youtube nie nadawaliby się nawet do grabienia liści. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że takie jednostki stają się idolami i są promowane przez znane marki, zaczynając od marek spożywczych, a kończąc na markach odzieżowych. Są po prostu kroplą rtęci w szklance wody. Jest ich niewiele, ale potrafią wyrządzić duże szkody. Jestem tylko ciekaw co się stanie jeżeli youtube się kiedyś skończy. Co takie osoby ze sobą zrobią? Z ich doświadczeniem i umiejętnościami to kariery nigdzie nie zrobią, ale to już zweryfikuje życie. Szczęścia i życia w zgodzie ze sobą samym za lajki się nie kupi, a poza wyświetleniami i lajkami (w większości kupionymi) takie osoby nic sobą nie reprezentują. Czy chcemy zmierzać w tym kierunku i stać się tak bezwartościowymi i zapatrzonymi w siebie narcyzami, którzy w swojej bylejakości są przekonani o swojej wielkości? Warto się nad tym zastanowić.