Mikropłatność

Mikropłatności są zmorą współczesnego świata gier. Niestety coś co dla jednego jest zmorą dla innego będzie zbawieniem i tak samo jest w tym przypadku. Dla graczy model mikropłatności jest zmorą jednak dla wydawców okazał się darem losu, który pozwala im wręcz na okradanie graczy w białych rękawiczkach.
Żeby jednak nie było, że jestem stronniczy, to nie mam nic przeciwko mikropłatnościom ale pod pewnymi warunkami:

– jeżeli gra jest darmowa, mikropłatności są oczywiste,
– jeżeli dzięki mikropłatnościom nikt nie może kupić sobie przewagi w grze,
– jeżeli nie są one niezbędne aby móc grać,
– jeżeli nie są nachalne,
– jeżeli faktycznie wpływają na rozwój gry.

Dla części producentów, powyższe warunki będą nie do przeskoczenia, a dla jeszcze innych będzie to chleb powszedni.
Pod nazwą mikropłatności kryje się zaimplementowany system pobierania opłat za określone dobra związane z grą. W niektórych grach wiąże się to z wydawaniem realnych pieniędzy na kosmetyczne zmiany z kolei inne gry oferują system mikropłatności działający na zasadzie Pay to Win.

EA, znane w całej branży i ogólnie wśród graczy ze swojej pazerności, implementuje model mikropłatności już niemal w każdej swojej produkcji. Idealnym przykładem wyciągania ręki po pieniądze graczy jest system FUT działający w grze FIFA, który pozwala na kupowanie paczek z piłkarzami za tzw. FIFA Points, które każdy gracz może zdobyć kupując je za realne pieniądze.
Pomijam także fakt, że z każdym rokiem, gry wydawane przez EA są coraz droższe, co nie przekłada się niestety na ich jakość i oprócz tego, że musimy wydać spore kwoty aby nabyć daną grę, to dodatkowo są one naszpikowane mikropłatnościami. Dopóki większość graczy nie zacznie myśleć i przestanie korzystać z tego czym są mikropłatności, dopóty nic w tym temacie się nie zmieni i wydawcy będą coraz głębiej sięgać do naszych kieszeni, bo sami im będziemy na to pozwalać.