wiedzmin 2 zabojcy krolow

Recenzja Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Wydawca: Bandai Namco Entertainment
Producent: CD Projekt RED
Data premiery: 17 maj 2011
Gatunek: RPG Akcji

  1. Graficzny przeskok
  2. Mroczny poziom trudności wcale nie jest taki mroczny
  3. Geralt ma jeszcze luki w pamięci
  4. Trzy akty to zdecydowanie za mało
  5. Spisek z pierwszej części to nic w porównaniu do akcji w drugiej części
  6. Ponowne spotkanie z Triss
  7. Kejrany, smoki i inne bestie
  8. System walki wreszcie stawia na swobodę
  9. Znaki w końcu się do czegoś przydają
  10. Ubogi arsenał w dalszym ciągu jest problemem
  11. Aktywności poboczne w Wiedźmin 2: Zabójcy Królów
  12. Wybory mają znaczenie
  13. Czy Wiedźmin 2 nadal bawi?
  14. Wymagania sprzętowe Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Niespełna cztery lata po premierze pierwszej odsłony gry Wiedźmin doczekaliśmy się jej kontynuacji. Czy udanej? Tego z pewnością dowiecie się, zapoznając się z poniższą recenzją. To co mogę powiedzieć od razu to to, że odpalając Wiedźmina 2: Zabójcy Królów nie miałem poczucia, że się od gry odbiję. Wciągnęła mnie ona niemal od początku, ale o tym za chwilę.
Biorąc pod uwagę, także ostatnie poczynania dewelopera przypomnę, że za tą grę odpowiada CD Projekt RED, który ostatnio spoczął na laurach i sprawia wrażenie, jakby wraz z wydaniem Wiedźmina III zapomniał, jak powinno się tworzyć gry.
Przyznam się szczerze, że tak samo jak do pierwszej części, tak samo do drugiej mnie jakoś specjalnie nie ciągnęło, co związane jest z tym że do całej serii przekonałem się dopiero za sprawą trzeciej części. Całe zamieszanie związane z premierą pierwszych dwóch części był jakby koło mnie i nie brałem udziału w nakręcaniu hype’u.

wiedźmin 2 (42)

Dzięki takiemu podejściu mogę napisać tą recenzję na zimno i bez stronniczości. Jestem w stanie wypunktować wszystkie słabe i mocne strony produkcji i nie wystawię jej laurki za sam fakt tego, że stoi za nią rodzime studio. Wręcz przeciwnie – właśnie dlatego jeszcze bardziej będę przyglądał się wszystkim słabym i mocnym stroną tej gry.
Już bez zbędnego przedłużania zapraszam Was wszystkich do zapoznania się z moją recenzją Wiedźmina 2: Zabójcy Królów, która być może nakłoni niektórych do ogrania tytuły, a może niektórych zniechęci. Mam nadzieję, że każdy mający jakieś wątpliwości po przeczyteniu tej recenzji będzie zdecydowany i pewny swojej decyzji. Zapraszam!

Graficzny przeskok

Zacznę od elementu, który pierwszy rzuca się w oczy zaraz po uruchomieniu gry, czyli grafiki. Chyba nie można było sobie wyobrazić lepszego przeskoku graficznego, jaki miał miejsce w przypadku pierwszej części Wiedźmina i drugiej. Po odpaleniu gry „wow” samo ciśnie się na usta. W końcu czuć, że faktycznie mamy pełną możliwość kierowania Geraltem i nie jest on już taki drewniany. Szczegółowość grafiki robi wrażenia nawet dziś, a pamiętajmy, że druga odsłona Wiedźmina ma na karku już 10 lat, co w przypadku gier jest niemal wiekiem emerytalnym. Gry o takiej metryce dostają już remastery, ale szczerze powiedziawszy ciężko mi w ogóle sobie wyobrazić jak miałby wyglądać taki remaster, bo grze niczego nie brakuje.
10 lat temu gra zgarnęła niemal każdą możliwą nagrodę w kategorii grafiki zarówno dotyczącej postaci oraz świata, jaki przyjdzie nam zwiedzać w trakcie przygód przygotowanych przez CD Projekt RED.

wiedźmin 2 (70)

Jedyny zarzut, jaki przychodzi mi do głowy i który odnosi się do grafiki, a w zasadzie po części dotyczy on grafiki, to liniowość. Ze względu na to, że w grze przyjdzie nam przemierzać kilka lokacji, to jednak rzuca się w oczy to, że pomimo pozornej otwartości świata, to tereny poza murami miast zostały zaprojektowane niczym tunel, który możemy przemierzać w sposób z góry zaplanowany przez twórców. Jednak na usprawiedliwienie gry dodam, że wcale nie jest to tak uporczywe, jakby się mogło wydawać. Nie ma się co oszukiwać, że Wiedźmin, to nie jest GTA, gdzie ta swoboda jest konieczna. Przy rozpoczęciu prac nad drugą odsłoną przygód Geralta wiadomo było, że konieczne będzie wykorzystanie innego silnika graficznego lub stworzenie własnego. I tak też się stało – Wiedźmin 2: Zabójcy Królów został stworzony w oparciu o autorski silnik RED Engine, który pozwala na generowanie dużych obszarów, obsługuje dynamiczne cienie oraz cykl dnia i nocy. Do symulowania fizyki został wykorzystany silnik Havok, który zdecydowanie lepiej poradzi sobie z tym zadaniem niż to, co mogliśmy oglądać w pierwszej części gry.

Mroczny poziom trudności wcale nie jest taki mroczny

Jeżeli lubicie wyzwania w grach, które związane są bezpośrednio z ustawieniem poziomu trudności, to Wiedźmin 2: Zabójcy Królów nie powinien Was rozczarować, bo w grze do wyboru mamy aż pięć:

– łatwy,
– normalny,
– trudny,
– mroczny,
– nagła śmierć.

wiedźmin 2 (21)

Osobiście wybrałem mroczny poziom trudności i grało mi się dosyć przyjemnie i komfortowo. Myślę, że decydując się na trudny lub normalny mogłoby być nieco za łatwo i gra nie stanowiłaby żadnego wyzwania. Najwyższy poziom trudności – nagła śmierć przeznaczony jest dla weteranów gatunku, którzy liczą się z tym, że śmierć definitywnie kończy grę i konieczne będzie rozpoczynanie od początku. Dlatego też nie zdecydowałem się na ten poziom i poprzestałem na mrocznym.

Mroczny poziom trudności może stanowić problem tylko na początku, ponieważ na początkowym etapie nie dysponujemy żadnymi umiejętnościami specjalnymi, a nasz poziom nie pozwala nam na rozdysponowanie punktów na drzewku umiejętności. Więc wbrew powszechnym opiniom tyczącym się tego, że gra jest coraz trudniejsza tu mamy efekt odwrotny i wraz z postępami fabularnymi gra stanowi coraz mniejsze wyzwanie.

Geralt ma jeszcze luki w pamięci

Rozpoczynając grę w drugą część przygód Geralta rozpoczynamy niemal w tym samym momencie, w którym zakończyła się pierwsza część. Po wydarzeniach znanych z pierwszej odsłony stajemy się ulubionym ochroniarzem króla Foltesta, który szybko zostaje unicestwiony. I to właśnie w epilogu dowiadujemy się, że Geralt tak samo, jak w pierwszej części nadal nie odzyskał pamięci i także w drugiej części będziemy zmuszeni do szukania własnej tożsamości i tego, co wydarzyło się w przeszłości, że teraz wszyscy nas znają, ale my już ich niekoniecznie kojarzymy.

wiedźmin 2 (7)

Zdecydowanie większy nacisk w drugiej części położono na relacje Geralta z Yennefer, która w pierwszej części stanowiła wręcz margines i wspomniana została raptem raz czy dwa. W drugiej części Geralt przypomina sobie, co ich łączyło i będzie na podstawie strzępków wspomnień podjąć decyzję odnośnie tego co czuje do Triss i kim ona dla niego jest po tym jak wyjaśniło się to, kim dla niego była/jest Yennefer.

Trzy akty to zdecydowanie za mało

Szczerze powiedziawszy rozpoczynając grę w drugą część przygód Geralta spodziewałem się, że długość gry będzie porównywalna, a nawet dłuższa od tego, co widzieliśmy w pierwszej części. Niestety ten aspekt mnie rozczarował. W Wiedźmin 2: Zabójcy Królów rozpoczynamy od samouczka (o ile ktoś będzie chciał z niego skorzystać) następnie rozpoczyna się prolog, który można potraktować, jak samouczek dla tych, którzy go pominęli na początku. Następnie rozpoczynamy przygodę z pierwszym aktem. Jego akcja rozgrywa się we Flotsam – małej mieścinie, w której każdy zna każdego, a pomimo tego aż roi się tam od plotek i wewnętrznych konfliktów. Drugi akt rozpoczyna się w Vergen, które swoim wyglądem przypomina miasto/miasteczko krasnoludów.

wiedźmin 2 (5)

To właśnie w Vergen chyba spędziłem najwięcej czasu, ponieważ zlecenia i zadania były rozsiane po cały obszarze, co przekładało się też na czas wykonywania konkretnego zadania. Dodatkowo okazało się, że miasto jest skorumpowane do tego stopnia, że jakieś zamachy i opowiadanie się po niewłaściwej stronie stanowią tutaj codzienność. Ostatnim i chyba najkrótszym aktem okazał się akt III, który rozgrywa się w Loc Muinne gdzie ma dojść do spotkania czarodziejek i rządzących w obradach, które miały stanowić zakończenie pomysłu na wskrzeszenie loży.
Szybko dochodzi do ostatecznej konfrontacji, z której ostatnie sekwencje w głównej mierze można porównać do filmowych adaptacji i w trzecim akcie Wiedźmin 2 bardziej przypomina film niż grę komputerową (co jednak nie wpływa negatywnie na jego odbiór).

Spisek z pierwszej części to nic w porównaniu do akcji w drugiej części

Jeśli myślicie, że spisek, jaki miał miejsce w pierwszej części to szczyt wszystkiego, to dzięki drugiej części Wiedźmina dowiecie się, że był to przedsmak tego co nas czeka w drugiej części. Sama gra zaczyna się od zabójstwa króla, a już w prologu ginie Foltest, którego uratowaliśmy w finałowym filmie z pierwszej części. Później robi się coraz ciekawiej i nie będę dokładnie zdradzał szczegółów, żeby nie psuć Wam zabawy jeżeli zdecydujecie się na ogrywanie Wiedźmina 2 (tak, to jedna z tym gier, które trzeba ograć zanim weźmiemy się za trzecią część z serii, więc nie chcę zdradzać za dużo).
Zdradzę tylko tyle, że czeka Was wiele trudnych wyborów, wiele zaskakujących zwrotów akcji oraz wiele decyzji, które mogą zaważyć na dalszych losach Geralta oraz całego królestwa. Jednak niektóre z tych wyborów tylko pozornie są ważne, bo zdarzy się i tak, że bez względu na to, jaką decyzję podejmiemy, to i tak gra potoczy się zgodnie z tym co wcześniej zaplanowali twórcy.

Ponowne spotkanie z Triss

Grając w drugą część Wiedźmina, możemy liczyć na to, że na swojej drodze ponownie spotkamy starych znajomych, znanych z pierwszej części. Co prawda liczyłem na większą obecność Talara, jednak jego rola w tej części ograniczyła się tylko do jednego dialogu. Inaczej jest z Triss, bo to z nią widzimy się niemal od początku i przez większą część głównego wątku, to właśnie jej poszukiwania stanowią oś fabularną.
Spotkamy także Zoltana oraz Jaskra, który nadal pełni rolę narratora i to jego głos czasem można usłyszeć między aktami, opowiadający to co się wydarzyło w poprzednim akcie i to, czego możemy się spodziewać w kolejnym.

wiedźmin 2 (72)
Mam wrażenie, że to właśnie druga odsłona gry kształtuje relacje między Triss, a Geraltem, co stanowi ważny element serii, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że w trzeciej części ważnym elementem fabuły będzie odszukanie Yennefer. Dzięki temu, że w drugiej części także spotkamy się z Zoltanem i Jaskrem będziemy mogli zgłębić i poznać początki naszej przyjaźni, co w pierwszej części zostało wyjaśnione lakonicznie, a sam Zoltan podczas oblężenia Wyzimy w pierwszej części został przedstawiony jako lekko cofnięty w rozwoju (akcja, w której udawał jakiś rodzaj tygrysa do nawoływania swoich ludzi).

Kejrany, smoki i inne bestie

Czym byłby Wiedźmin bez możliwości walki z potworami. Na swojej drodze spotkamy całkiem pokaźne grono bestii do ubicia, których opis nadal będziemy mogli znaleźć w bestiariuszu. Nadal będziemy otrzymywać zlecenia na zabicie konkretnych maszkar, które najpierw musimy poznać odnajdując książki im poświęcone, abyśmy mogli pozyskiwać składniki alchemiczne oraz dowody na to, że faktycznie udało nam się je wyeliminować.
Nie obejdzie się bez walki z bossami, których spotykamy w większości na zakończenie konkretnych aktów. Może jednak zdarzyć się tak, że do walki z bossem dochodzi w połowie aktu…i niestety tego typu walki mogą być tak banalnie proste, że w ogóle nie zwrócimy uwagi na to, że właśnie przed chwilą odbyliśmy taką walkę (sam miałem okazje poznać takie rozczarowanie przy okazji wykonywania zlecenia na zabicie królowej harpii, o której zabiciu dowiedziałem się w momencie pojawienia się napisu, że zlecenie zostało wykonane).

wiedźmin 2 (68)

Ale oprócz takich pobocznych bossów będziemy walczyć z prawdziwymi bossami. Do tego typu starć będzie dochodziło na zakończenie pierwszego oraz trzeciego akt. W drugim akcie nie będzie walki z bossem, ponieważ naszą uwagę pochłonie pomoc przy obronie Vergen (więcej zdradzał nie będę).

System walki wreszcie stawia na swobodę

System walki, to jeden z najbardziej irytujących aspektów, jaki występował w pierwszej części. Gdyby CD Projekt przeniósłby go do drugiej części, to myślę, że o wielu nagrodach mogliby zapomnieć. Pewnie sami wiecie, że do walki w pierwszej części trzeba było się po prostu przyzwyczaić i przywyknąć. Jeżeli ktoś tego nie zrobił i chciał skończyć grę, to zostało mu zaciskanie zębów i kończenie gry na siłę.
Na szczęście w drugiej części system walki przeszedł radykalną zmianę i otrzymaliśmy pełną władzę nad Geraltem. Walka nie ogranicza się już tylko do wciskania lewego przycisku myszy w odpowiednim momencie i wyboru odpowiedniego stylu. W drugiej części otrzymujemy swobodę ruchu, o jakiej w pierwszej części mogliśmy tylko pomarzyć. W końcu możemy wykonać unik i odskok i sami decydujemy o tym, w jakim momencie ma on zostać wykonany. To samo tyczy się blokowania ciosów przeciwnika. Wszystko zależy od nas – czy będziemy blokować cios, czy może zdecydujemy się na odskoczenie, unik i kontrę.

wiedźmin 2 (33)

Animacja walki także zasługuje na osobne słowa uznania bowiem to, co udało się osiągnąć deweloperom w drugiej części w stosunku do pierwszej to różnica, jak między ziemią a niebem.
Wszystkie ruchy i finishery, jakie będziemy mogli oglądać grając w Wiedźmina 2, sprawiają bardzo naturalne wrażenia i widać ten kunszt wiedźmińskiej szkoły, gdy oglądamy Geralta w akcji i jak łatwo mu ta walka przychodzi.

Znaki w końcu się do czegoś przydają

Jeśli oglądaliście gameplay z pierwszej części gry Wiedźmin na moim kanale z pewnością zauważyliście to, że prawie w ogóle nie korzystałem ze znaków, co raczej nie przystoi prawdziwemu Wiedźminowi. Prawda jednak jest taka, że w pierwszej części gry pojawiało się tyle błędów, że praktycznie miałem 50% szans na to, że znak zadziała. Równie dobrze w pierwszej części gry mogłoby tych znaków nie być i wyszłoby na to samo. W drugiej jednak w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i sprawił, że bez znaków ukończenie gry praktycznie nie byłoby możliwe (chociaż muszę poszukać w necie informacji na temat tego czy ktoś kiedyś nie podjął się takiej próby, żeby ukończyć Wiedźmina 2 bez korzystania ze znaków).
Takie jest przynajmniej moje zdanie, bowiem było kilku takich bossów i wiele starć, w których Quen (tarcza) oraz Yrden (pułapka spowalniająca/unieruchamiająca przeciwników), który okazał się niezbędny przy walce z Kejranem i jeszcze jednym pomniejszym bossem.

wiedźmin 2 (67)

Ubogi arsenał w dalszym ciągu jest problemem

To, czego nie udało się poprawić w drugiej części gry, to z pewnością dodanie większej ilości asortymentu. Co prawda widać zmianę na plus, bo jednak możemy zdobyć trochę więcej mieczy srebrnych oraz stalowych, ale nadal nie jest to zadowalająca ilość, bo raptem warto jest skorzystać, w sumie może z dwóch-trzech mieczy, a reszta nadaje się tylko na handel. I taka ciekawostka – najlepszy srebrny miecz udało mi się zdobyć zaledwie na godzinę przed zakończeniem całej gry, więc to też zostało słabo przemyślane, bo po co męczyć się ze zdobywaniem najlepszego srebrnego miecza w Wiedźmin 2: Zabójcy Królów, skoro tak na dobrą sprawę posłuży on tylko podczas jednego i zarazem ostatniego starcia w grze (w zależności od dokonanych wyborów). Gorzej sprawa wygląda w kwestii zbroi, spodni, butów i rękawic. W odróżnieniu od pierwszej części w Wiedźmin 2: Zabójcy Królów nie mamy możliwości korzystania z pierścieni i służą one tylko do sprzedaży. Wracając jeszcze do zbroi i wszystkich jej elementów, w pierwszej części zmieniałem zbroję może ze dwa razy. W drugiej części zbroję zmieniałem też z dwa-trzy razy. Nic spektakularnego. Rękawice, spodnie i buty także zmieniałem tyle razy, że mógłbym to policzyć na palcach połowy ręki. Więc niestety, ale element arsenału i zbroi nadal pozostawia wiele do życzenia.

Aktywności poboczne w Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

W kwestii aktywności pobocznych jest nieco lepiej, niż było w pierwszej części. Kościany Poker nadal występuje w grze, ale już na nieco uproszczonych zasadach. Teraz, żeby wygrać wystarczy zwyciężyć w jednej partii, a jedyną różnicą w stosunku do pierwszej części jest to, że teraz to gracz decyduje o sile i kierunku rzutu, przez co trzeba uważać na siłę, bo istnieje szansa na to, że rzucimy za mocno i kości wylecą poza planszę do gry. W takim przypadku do końcowego wyniku liczone są tylko te kości, które zostały w obrębie pola gry. Oprócz Kościanego Pokera możemy także siłować się z innymi na rękę. I jest to największa nowość w stosunku do poprzedniej odsłony, bowiem w pierwszej części nie było takiej możliwości. Mieliśmy do wyboru tylko grę w Kościanego Pokera lub walkę na pięści, a w drugiej dodano także możliwość siłowania się na rękę i z tą aktywnością także są związane zadania do wykonania.

wiedźmin 2 (60)

Walka na pięści także została uproszczona i teraz ogranicza się do wciskania odpowiednich przycisków, które pokazują się na ekranie w określonym czasie. Tak jak miało to miejsce w poprzedniej części wędrując z miasta do miasta napotykamy na lokalną grupę wojowników biorących udział w walkach i musimy się piąć po szczeblach drabinki, aby ostatecznie zdobyć tytuł mistrza pięściarskiego. Taka sama ścieżka czeka nas w przypadku Kościanego Pokera oraz siłowania się na rękę. Najpierw musimy pokonać łatwiejszych przeciwników, aby zawodowcy uznali nas za godnych przeciwników i wyrazili zgodę na pojedynek z nami. Oczywiście są to aktywności poboczne i tylko od nas zależy czy będziemy chcieli zdobyć wszystkie tytuły, czy też wolimy skupić się na wątku głównym. W tym aspekcie mamy pełną swobodę wyboru.

Wybory mają znaczenie

Seria Wiedźmin, to jedna z tych gier, w której wybory mają znaczenie i realny wpływ na rozgrywkę. Druga część nie jest wyjątkiem pod tym względem i w zasadzie już na samym początku gry stajemy przed wyborem, który może zaważyć na dalszych losach i zakończeniu gry. Żeby za bardzo nie spojlerować mogę powiedzieć, że wybór ten dotyczy strony, po której się opowiemy. Do wyboru będziemy mieli Iorwetha albo Roche’a. To, po której stronie się opowiemy, może wiele zmienić, chociaż tutaj mogę się przyczepić do tych wyborów, bo rozpoczynając grę w Wiedźmin 2: Zabójcy Królów przeniosłem wszystkie swoje wybory z pierwszej części (jest taka możliwość)… tylko co z tego, że całą pierwszą część grałem po stronie scoia’tael skoro w drugiej części traktuję mnie oni jak wroga i to pomimo przeniesienia właśnie tych wyborów. Dla mnie było to co najmniej dziwne.

wiedźmin 2 (73)

W trakcie rozgrywki będziemy mieli jeszcze kilka okazji, żeby zmienić zdanie i w ostateczności opowiedzieć się po stronie Roche’a, ale jest to tylko jeden z wyborów. Znajdą się też takie wybory, które tylko pozornie coś zmieniają, a w rzeczywistości akcja toczy się i tak zgodnie ze scenariuszem, który został z góry nakreślony przez twórców.

Czy Wiedźmin 2 nadal bawi?

Jeśli zastanawiacie się nad powrotem lub ograniem Wiedźmina 2, bo wcześniej nie mieliście okazji, to śmiało mogę powiedzieć, że z pewnością będzie to dużo lepsze doświadczenie w stosunku do grania w pierwszą część. Nie oszukujmy się – gra ma już swoje lata, ale zestarzała się zdecydowanie lepiej niż pierwsze odsłona, a niektóre widoki i miejsca nawet dziś potrafią zrobić wrażenie.
Wiedźmin 2: Zabójcy Królów nie jest grą pozbawioną błędów, nie ma też tak słowiańskiego klimatu, jaki widać było w pierwszej części, ale mimo tego grało mi się w niego dużo lepiej niż w pierwszą część. Zapewne jest to kwestia nowego silnika graficznego oraz większej swobody, jaką otrzymaliśmy od twórców. Widać, że gra trafiła już na właściwe tory i pomimo tego, że nie był to jeszcze projekt AAA, to stanowił solidne fundamenty pod to, co ma nadejść w trzeciej części.

wiedźmin 2 (75)

Jak jesteście ciekawi jak wygląda Wiedźmin 2 dzisiaj, to zapraszam do odpalenia mojego kanału na Youtube gdzie właśnie zakończyłem ogrywać ten tytuł, a do którego link i wideo znajdziecie poniżej:

Wymagania sprzętowe Wiedźmin 2: Zabójcy Królów

Minimalne wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel 2.2 GHz Dual Core
Pamięć RAM: 2 GB
Karta graficzna: Geforce 8800 lub lepsza
Miejsce na dysku: 25 Gb
System operacyjny: Windows XP/7/8/8.1/10 (64-bitowy)

Zalecane wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel Core 2 Quad 2,2 GHz
Pamięć RAM: 4 Gb
Karta graficzna: Geforce GTX 260 lub lepsza
Miejsce na dysku: 25 Gb
System operacyjny: Windows XP/7/8/8.1/10 (64-bitowy)

Plusy:

Minusy:

GRAFIKA

8/10

FABUŁA

9/10

ROZGRYWKA

9/10

GRYWALNOŚĆ

9/10

DŹWIĘK

7/10

Ocena: 8,5/10

8.5/10

GALERIA