wiedzmin recenzja

Recenzja gry Wiedźmin I

Wydawca: Atari
Producent: CD Projekt RED
Data premiery: 26 październik 2007
Gatunek: TPP / RPG Akcji

  1. Wiedźmin 1 – od tego wszystko się zaczęło
  2. Geralt bez pamięci
  3. Rozległe obszary do zwiedzania
  4. Salamandra to tylko wierzchołek góry lodowej
  5. Azar Javed i Magister – w pogoni za tymi złymi
  6. Wiedźmin bez spisków i intryg to nie Wiedźmin
  7. Triss to najrozsądniejszy wybór
  8. System walki psuje wrażenia z gry
  9. Broni i zbroi jest tu tyle, że w ogóle mogłoby ich nie być
  10. Niektóre zadania zapadają w pamięć
  11. Geralt żadnej nie przepuści
  12. Po co wykonywać zadania skoro można grać w pokera
  13. Na swojej drodze spotkamy wiele ciekawych bohaterów
  14. Każda historia ma swoje znaczenie
  15. Każdy przedmiot może się przydać
  16. Gdzie podziała się optymalizacja?
  17. Czasami otrzymujemy zadania niemożliwe do wykonania
  18. Nie zapominajcie o częstym zapisywaniu gry
  19. Wybory podjęte w pierwszym Wiedźminie przejdą na kolejne części
  20. Czy do Wiedźmin I warto wracać?
  21. Wymagania sprzętowe Wiedźmin: Edycja Rozszerzona

Czasami dzieje się tak, że na rynku debiutuje gra, od której na pierwszy rzut oka odbijasz się niczym od ściany. Aby się do nich przekonać, trzeba dać im szanse, czasami wbrew sobie i swoim upodobaniom. Jednak są też takie tytuły, gdy nawet po zmuszeniu się, jest w grze coś, co jednak nie pozwala nam czuć żadnej radości z jej ogrywania. Ja byłem w takiej sytuacji właśnie przy okazji premiery gry Wiedźmin 1 kiedy to każdy z moich znajomych czekał na nocną premierę, która odbywała się w każdym większym Empiku w mieście.
Mnie do Wiedźmina zbytnio nie ciągnęło – nie wiem w zasadzie czemu. Nie czułem tego klimatu i może też z tego względu, że nigdy nie miałem do czynienia z książkami z tego uniwersum. W każdym bądź razie towarzyszyłem znajomym w premierze, i z tego co pamiętam, można było wtedy kupić edycję kolekcjonerską za śmiesznie małe pieniądze (za to duży plus). Zresztą już sama wersja podstawowa pierwszego wydania mogłaby być dzisiaj porównywana do współczesnych edycji kolekcjonerskich (brzmię jak typowy Janusz w stylu „kurła kiedyś to było”).

wiedzmin 6

Jakbym miał się zastanowić, to nie przypominam sobie, aby współcześnie organizowano takie premiery. Kiedyś to była norma przy większych tytułach, i przyznam się, że brakuje trochę tego klimatu. Ale mniejsze o to, bo w końcu nie o tym jest ten tekst.
Więc tak, znajomi kupili swoje egzemplarze, wszyscy oczywiście byli wniebowzięci, tylko narzekali na optymalizację i to, że nie są w stanie odpalić gry w maksymalnych ustawieniach. Swoje pierwsze podejście do Wiedźmina I miałem kilka tygodni po oficjalnej premierze i od razu się od niego odbiłem. Głównym tego powodem był beznadziejny system walki, ale o tym napiszę później. Niestety od gry zraziłem się do tego stopnia, że aby do niej wrócić, konieczne było pojawienie się na rynku gry – Wiedźmin III: Dziki Gon. Dopiero po przełamaniu się do „trójki” i całkowitym jej przejściu postanowiłem ograć całą trylogię, choćbym miał się męczyć i zmuszać do grania. I wiecie co? Nie żałuję swojej decyzji.

Wiedźmin 1 – od tego wszystko się zaczęło

Choć moja przygoda z trylogią zaczęła się od trzeciej odsłony (i to też z turbulencjami), to tak naprawdę cała historia miała swój początek w 2007 roku kiedy to swoją premierę miał Wiedźmin 1. To właśnie ta gra okazała się kamieniem węgielnym pod przyszłe sukcesy CD Projekt RED i pozwoliła na osiągnięcie takiego sukcesu, jaki możemy obserwować dzisiaj. Chociaż po przygodzie z Cyberpunkiem 2077, ten sukces i opinia nieskazitelnego studia jest już nieco na wyrost. Jednak wrócę do celu tej recenzji, czyli do pierwszej odsłony gry. W zasadzie niczego specjalnego po niej nie oczekiwałem i wcześniej ogrywając trzecią część, miałem spore obawy co do tego, jak to może wpłynąć na moje odczucia w stosunku właśnie do pierwszej odsłony. No i nie pomyliłem się zbytnio, bo konieczne było sporo samozaparcia, zanim w końcu przekonałem się do tej gry. I tak samo jak rozpoczęła się trylogia, tak i ja rozpocznę recenzję od opisania, po części fabuły i tego jak to się właściwie zaczęło…

Geralt bez pamięci

…a zaczęło się dosyć standardowo, czyli od poznania naszego bohatera, którym był osławiony Geralt z Rivii, który w niewyjaśnionych okolicznościach stracił pamięć.
W zasadzie na tym etapie różnica między klasycznymi grami RPG (chociaż Wiedźmin zalicza się do action RPG) polega na tym, że gracz jest w stanie określić kim przyjdzie mu pokierować oraz tym, że rozpoczynając grę nie będziemy mieli do czynienia z rozdawaniem punktów umiejętności naszego bohatera – na wszystko przyjdzie czas później. Historię Geralta możemy poznać czytając napotkane po drodze opowiadania oraz książki, które zawierają szczątkowe informacje na temat tego co działo się, zanim główny bohater stracił pamięć.
Z czasem gdy przeczytamy już wszystkie opowiadania i strzępy informacji, na swojej drodze, będziemy spotykać także osoby, które znają szczegóły wydarzeń stojących za tym co się stało zanim wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej.

wiedzmin 31

Gra rozpoczyna się od przebudzenia na wozie ciągniętego przez naszych wiedźminich towarzyszy, a cała grupa kieruje się do Kaer Moren – legendarnej twierdzy wiedźminów. Właśnie w tym miejscu szybko staniemy do walki z zamaskowanymi przeciwnikami, którzy napadną na twierdzę. I właśnie ten atak będzie idealnym pretekstem na zaznajomienie się z mechaniką gry począwszy od sterowania, na walce kończąc, ale na temat systemu walki napiszę nieco później. Początek gry będący jednocześnie i samouczkiem i prologiem w jednym skieruje nas do pierwszej krainy w której rozgrywać się będzie rozdział I. W zasadzie to Wiedźmin I podzielony jest na Prolog, pięć rozdziałów oraz Epilog zwieńczający cała historię. Charakterystyczne jest to, że każdy z etapów rozgrywa się w nieco innych okolicznościach i na innych obszarach, więc łatwo określić czy właśnie rozpoczął się nowy rozdział, czy może nadal jesteśmy w tym samym rozdziale, a jeśli wspomniałem już o obszarach jakie przyjdzie nam zwiedzić to warto powiedzieć o nich nieco więcej.

Rozległe obszary do zwiedzania

Początek gry oraz zaznajomienie się z jej podstawami odbywa się w twierdzy Kaer Morhen. To właśnie tutaj Geralt zostaje przeniesiony przez towarzyszy, żeby mógł w spokoju dochodzić do siebie po wydarzeniach, których nie pamięta. Sielanka nie trwa długo, bo w zasadzie w momencie przybycia wiedźminów do twierdzy, rozpoczyna się atak na nią.
Samouczek można podzielić na dwa etapy – rozgrywający się na dziedzińcu twierdzy i rozgrywający się wewnątrz twierdzy. Na początku poznajemy podstawy sterowania oraz walki, a gra wewnątrz twierdzy skupia się bardziej na nauce eksploracji oraz tego, na co warto zwracać uwagę w przypadku szukania ekwipunku. Obie części rozgrywające się na terenie twierdzy są uznawane jako prolog. Później akcja przenosi się do pobliskiej wsi oraz jej rozległych terenów okalających Wyzimę. Wszystkie te obszary stanowią Podgrodzie Wyzimskie i to właśnie tutaj przyjdzie nam wykonywać zadania związane z aktem 1. Raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że chcąc wejść do Wyzimy będziemy musieli posiadać glejt upoważniające do przejścia przez bramę, więc na tym elemencie będziemy skupiać się w pierwszym akcie. Będziemy pomagać mieszkańcom Podgrodzia z ich lokalnymi problemami, aż w końcu popchniemy fabułę na tyle, aby móc udać się na kolejne obszary, a tych trochę jest.
Przechodząc pierwszą część Wiedźmina, oprócz Podgrodzia zwiedzimy takie tereny jak:

– Wyzima Klasztorna,
– Wyzima Handlowa,
– Bagna,
– Cmentarz na bagnach,
– Stara Wyzima,
– Wieś Odmęty.

wiedzmin 11

Są to oczywiście główne obszary, jakie przyjdzie nam zwiedzić w trakcie przygód Geralta, ale oprócz nich trzeba mieć na uwadze, że do zwiedzenia zostaną także liczne krypty, lochy, kanały pod Wyzimą, które stanowią dosyć rozległy system korytarzy, w obrębie Wsi Odmęty będziemy musieli udać się także na Pola przylegające do wsi, które równie dobrze mogłyby służyć za całkiem oddzielny region. Odwiedzimy także wyspę Pani Jeziora, która jest niewielkim obszarem, ale istotnym dla fabuły.

Z powyższej listy łatwo jednak wyciągnąć jeden wniosek – cała historia będzie toczyć się wokół Wyzimy oraz spisków, jakie w niej zachodzą. Nie od dziś wiadomo, że największe przekręty i spiski odbywają się właśnie w wielkich miastach, a w pierwszej odsłonie wiedźmina, to właśnie Wyzima stanowi to najgęściej zaludnione miejsce i najbardziej urozmaicone pod względem ludności. Wyzima Klasztorna jest biedniejszym obszarem, natomiast do Wyzimy Handlowej udamy się tylko wtedy jeżeli zdobędziemy na to pozwolenie, czyli kolejny glejt. Plebs z Wyzimy Klasztornej nie jest mile widziany w tej bogatszej dzielnicy Wyzimy. Sam projekt obszarów zasługuje na uznanie. Ani przez chwile nie byłem znużony widokami. Najbardziej nużące było tylko to bieganie w kółko, które z czasem dawało się we znaki – zwłaszcza w początkowej fazie gry, gdzie Geralt jeszcze był traktowany jako niedoświadczony Wiedźmin.

Salamandra to tylko wierzchołek góry lodowej

Przez większą część czasu gry będziemy starać się rozwikłać tajemnice tajemniczego bractwa bandytów, które nazywa się Salamandrą. To właśnie ludzie Salamandry częściowo brali udział w napadzie na Kaer Morhen i to oni, według większości mieszkańców czynią największe spustoszenie we wszystkich krainach przyległych do Wyzimy. Spokój od Salamandry mamy właściwie tylko we wsi Odmęty gdzie zajmujemy się typowo sprawami lokalnej społeczności i Pani Jeziora.
Jak to bywa w większości gier RPG, im dalej w las, tym więcej drzew. W wiedźminie taka sama sytuacja odnosi się do Salamandry i zadań, które wykonujemy w poznaniu ich tajemnicy. Okazuje się, że za Salamandrą ktoś stoi, i musi być to ktoś potężny, mający znajomości na wysokich szczeblach. W końcu nikt bez znajomości nie byłby w stanie pociągać za tak wiele sznurków. Już na samym początku okazuje się, że za Salamandrą stoi nie kto inny jak sam Azar Javed.

Azar Javed i Magister – w pogoni za tymi złymi

Szybko dowiadujemy się, że za atakiem na twierdzę Kaer Morhen stoi niejaki Azar Javed – zerrikański mag, który chciał poznać tajemnice wiedźmińskich mutacji, aby stworzyć własną armię mutantów. Towarzyszy mu osobnik, który nazywa się…Magister (ciekawe, jaką uczelnie skończył). Ta dwójka początkowo kreowana jest na tych głównych złych w całej grze. I to właśnie na nich będzie trzeba się skupić (przynajmniej pozornie).
Przez większą część gry będziemy dążyć do ostatecznego starcia z Azarem Javedem i Magistrem. Będzie chodzić o zemstę (za co to już dowiecie się grając) oraz o konieczność odzyskania wiedźmińskich tajemnic, bo takie informacje nie mogą trafić w niepowołane ręce.
Mogę zdradzić tyle, że w ciągu całej gry odbędziemy kilka pojedynków z dwoma tymi Panami. Podczas jednej będziemy walczyć nawet z dwoma naraz, ale wspominałem, że są to tylko pozornie główni przeciwnicy, bo Wiedźmin ma wbrew pozorom drugie dno i nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się mogło wydawać.

wiedzmin 13

Wiedźmin bez spisków i intryg to nie Wiedźmin

Jedną z lepszych rzeczy w Wiedźminie jest to, że gdy już myśleliście, że wszystko zaczyna układ się w logiczną całość, to nagle na scenę wchodzi ktoś, kto burzy dotychczasowe podejrzenia i daje miejsce innym. Z czasem można zauważyć, że poziom skomplikowania i wątków zaczyna się szybko poszerzać. Takie wrażenie zaczyna narastać w momencie gdy dostaniemy się już do Wyzimy Handlowej, gdzie spotkamy Triss oraz ludzi stanowiących elitę Wyzimy. To właśnie oni trzymają na wszystkim łapy i nic w Wyzimie nie dzieje się bez ich wiedzy. I to właśnie w takim gnieździe żmij przyjdzie się nam poruszać przez resztę gry. Do akcji gry zaczną wkraczać nie tylko zamożni kupcy, doradcy i szlachcice. Nie unikniemy też rozmów z królami – Radowidem oraz Fotlestem.
Gdy już będziemy myśleli, że zbliżamy się do finałowego pojedynku z Magistrem i Azarem Javedem okaże się, że tak naprawdę były to tylko pionki na usługach kogoś znacznie potężniejszego. Nie będę zdradzał kogo, bo nie chce zabierać Wam radości z odkrywania tych spisków. Powiem tylko, że Salamandra miała też wsparcie (nikłe, bo nikłe, ale zawsze) samego króla – nie zdradzę jednak którego.

wiedzmin 7

Grając w Wiedźmina 1 (każdą kolejną część także) nigdy nie można być pewnym osób, z którymi się rozmawia. Nagle ci, których do tej pory mieliśmy za przyjaciół, okazują się wrogami, a ci których darzyliśmy zaufaniem okazywali się zdrajcami. Do gry idealnie pasuje ulubione powiedzenie dr Housa – wszyscy kłamią. Będąc szlachetnym i uczciwym jak kryształ, daleko w tym świecie nie zajdziemy. Po drodze będziemy mieli wiele okazji, aby opowiedzieć się po czyjej stronie jesteśmy, jednak przed takim wyborem warto się dobrze zastanowić, czy nasz wybór na pewno jest dobry i w zgodzie z naszymi przekonaniami, czy jednak warto skłamać, aby zyskać przewagę przy kolejnej okazji. Nawet gdy nie chcemy brać udziały w intrygach i spiskach, to zostaniemy w nie wciągnięci, także radzę szybko nauczyć się grać według zasad, a najlepiej samemu ustalać to, na jakich zasadach działamy.

Triss to najrozsądniejszy wybór

Jeżeli ktoś liczył na to, że już w pierwszej odsłonie Wiedźmina przyjdzie mu wybierać między Triss, a Yennefer, to może się zawieść, bo tej drugiej w ogóle w grze nie zobaczymy. Nie będzie nawet o niej wzmianki (a przynajmniej ja sobie nie przypominam o tym, żeby ktoś o niej wspominał). Zamiast niej będziemy mieli do wyboru Shani, której niestety nie pamiętamy, ale oczywiste wydaje się być to, że Geralt nie jest dla niej obojętny.
Wraz z pojawieniem się w Wyzimie Handlowej napotykamy na Triss, która wydaje się być zadłużona w Geralcie i to właśnie ona będzie mu we wszystkim pomagać. W pewnym momencie przyjdzie nam jednak wybrać czy bardziej pasuje nam Shani, czy jednak wolimy wybrać Triss. Mówiąc o wyborze, nie mam na myśli wyboru na zasadzie, która się nam bardziej podoba wizualnie. Decyzję warto jest podjąć w oparciu o przyszłość, a dokładniej rzecz ujmując – czyje umiejętności przydadzą się nam bardziej w dalszej części gry. Patrząc na to, z tej perspektywy wybór wydaje się oczywisty, chociaż przyznam, że pomimo miłości, jaką Triss darzy Geralta, to jednak jest w stosunku do niego, nieco oschła i traktuje go jak popychadło, w przeciwieństwie do Shani, która do momentu wyboru, sprawia wrażenie takiej, która za Geraltem skoczy w ogień.

wiedzmin 28

System walki psuje wrażenia z gry

Choć fabularnie Wiedźmin I jest całkiem, całkiem jako ten wprowadzający do trylogii, to jednak najbardziej co od niego odrzuca jest jeden z najważniejszych elementów, czyli system walki. Nie wiem, dlaczego CD Projekt RED zdecydował się na implementację tak beznadziejnego systemu walki, który sprawił, że gra straciła pewnie sporo graczy już na samym starcie.
Cały system walki sprowadza się do wybrania odpowiedniego miecza – stalowego na ludzi i srebrnego na potwory – i klikania w odpowiednim momencie lewego przycisku myszy. Możemy też wybierać jeden z trzech dostępnych stylów walki dla każdego rodzaju oręża:

– silny,
– szybki,
– grupowy

z czego grupowy system walki sprawdza się tylko w przypadkach, gdy walczymy z minimum trzema przeciwnikami. Oprócz tego, że nawet, jak na 2007 rok był to rzadko spotykany system walki, to jeszcze był on tak topornie zrobiony, że ciężko było dokładnie określić kogo w danym momencie atakuje Geralt. Nie wspomnę także o irytującym błędzie (?), który sprawiał, że już zbliżając się do walki, mogliśmy czuć się zirytowani – mam tutaj na myśli dobór oręża. Domyślnie pod wybór miecza przypisane były dwa przyciski na klawiaturze „Q” i „E”. Przycisk „Q” odpowiadał za wydobycie srebrnego miecza. Jaka była moja irytacja jak po wciśnięciu „Q” Geralt cały czas dobierał miecz stalowy. Kij z tym, jakby taka sytuacja miała miejsce podczas pojedynczego pojedynku, ale jak już widziałem, że zbliża się do mnie grupa potworów, zaczyna mnie otaczać i atakować, a ja zamiast wydobyć miecz srebrny, sięgam po stalowy, to mało brakowało żebym wyszedł z gry i włączył sobie coś mniej denerwującego (np. posiedzenie sejmu).

wiedzmin 30

Całej sytuacji nie poprawiał fakt, że pomimo przypisania konkretnego rodzaju miecza pod dany klawisz, za każdym wciśnięciem tego klawisza, Geralt wyciągał losowy miecz. Po co więc było przypisywanie klawiszy?
To już jest taka wisienka na torcie i tak skopanego systemu walki, ale rozumiem tych, którzy po pierwszej walce, jeszcze na dziedzińcu Kaer Morhen, usuwali grę z dysku i raczej nie dawali jej drugiej szansy. Ja się zaparłem i jakoś przebrnąłem przez całą grę, z nadzieją, że już nigdy więcej na swojej drodze nie spotkam się z takim systemem. I liczę na to, że uda mi się tego dopilnować, bo nie wiem, czy przebrnąłbym przez to jeszcze raz.

Broni i zbroi jest tu tyle, że w ogóle mogłoby ich nie być

Skoro już opisałem po krótce kwestie techniczne walki, to wypadałoby wspomnieć także o orężu dostępnym w grze, a tego jest tyle, co kot napłakał. Co prawda będziemy mieli możliwość podnoszenia broni ze zwłok zabitych przeciwników, ale będziemy mogli wybrać tylko jedną – maksymalnie dwie bronie dodatkowe. Jedna będzie mogła być nieco większa, a drugie miejsce ograniczy się do sztyletu lub pochodni, co tym samym sprawia, że to mniejsze miejsce na sztylet nie będzie służyło do noszenia broni.
Fajnie, że twórcy pomyśleli o takim rozwiązaniu…szkoda tylko, że tego oręża w ogóle nie używamy. Próbowałem kilka razy walczyć przy użyciu oręża innego niż miecz stalowy czy srebrny i jest to tragedia. Geralt dzierżąc w dłoni wielki topór albo zwykły miecz, ale taki nieumieszczony w miejscu na plecach, momentalnie zapomina o stylach walki i sieka bronią na tzw. pałę. Więc możemy dzierżyć przy boku wielką siekierę, miecz o wystrzępionym ostrzu lub nawet najbardziej morderczy topór, a mimo tego nie będziemy ich używać, bo całą robotę robią tylko miecze, które pozwalają na używanie odpowiednich stylów walki.

wiedzmin 25

To samo tyczy się zbroi. Przez całą grę, czyli ponad 30 godzin zabawy, zbroję udało mi się zmienić dwukrotnie. Pierwsza zmiana zbroi nastąpiła jeszcze w prologu, kiedy po odparciu ataku na Kaer Morhen udało mi się zdobyć wiedźmińską zbroję. Drugi raz zmieniłem zbroję już pod sam koniec gry, po uzbieraniu wszystkich elementów wymaganych do wykucia legendarnej zbroi Kruka. I to by było na tyle zmian zbroi, a i tak spokojnie poradziłbym sobie bez tych zmian w rynsztunku, ponieważ tak naprawdę nie posiadały one spektakularnych statystyk. Więc równie dobrze mogłoby ich nie być.

Niektóre zadania zapadają w pamięć

W grze Wiedźmin, jak i wielu podobnych produkcjach jednym z najważniejszych elementów (zaraz po fabule) są zadania. W tym aspekcie gra radzi sobie całkiem nieźle. Nie unikniemy zadań w stylu – „idź z punktu A do punktu B, zabij określoną liczbę przeciwników, a później wróć po nagrodę”. Do tego jednak już się przyzwyczailiśmy na przestrzeni lat i raczej nie uda nam się uniknąć takich zadań w grach z gatunku action RPG. Jednak tym, co wyróżnia Wiedźmina od tego typu gier, są niektóre z zadań zaprojektowane w taki sposób, że tak po ludzku zapadają w pamięć. Jako przykład mogę podać zadania we wsi Odmęty, gdzie musimy pomóc Alinie i Celinie w zdjęciu z nich klątwy. Zadanie dla Pani Jeziora. Oba te wątki rozpoczynają się dopiero w IV akcie, ale już nawet w pierwszym akcie będzie kilka takich zleceń. Nie jest ich co prawda dużo, ale najważniejsze, że są, bo nie każdej grze się to udaje.
Z czystym sumieniem mogę więc powiedzieć, że pierwsza część wiedźmina na pewno wybija się w tym aspekcie na tle konkurencji.

Geralt żadnej nie przepuści

Z czasem, jednym z bardziej charakterystycznych aspektów gier z serii Wiedźmin będą podboje miłosne Geralta, które w każdej kolejnej części mogą mieć większe znaczenie. W pierwszej odsłonie Geralt może skorzystać z usług każdej prostytutki w Wyzime. Na początku może go na to nie stać, ale jak tylko wykona odpowiednie zadanie dla głównej wyzimskiej burdel mamy, z wdzięczności każdej prostytutce wystarczy podarować bukiet kwiatów w zamian za jej usługi. Oprócz nich Geralt będzie mógł przespać się także z ważniejszymi postaciami. Zaciągnie do łóżka księżniczkę (nie będę zdradzał imienia, żeby nie psuć Wam zabawy), będziemy mogli wybrać Triss, a nawet pokusić się o romans z Shani, co mi osobiście się nie udało, a po pierwszym fochu, ten jej nie minął już do końca gry.
Jeśli myślicie, że Geralt ogranicza się tylko do gatunku ludzkiego, to jesteście w błędzie. W trakcie pierwszej części pokusił się o spędzenie nocy z wampirzycami, a nawet driady nie mogą czuć się bezpieczenie.

wiedzmin 23

Oczywiście dla sprostowania dodam, że w grze nie uświadczymy gwałtów, bo każda taka historia odbywa się za obopólną zgodą, a sam akt miłosny jest przedstawiony jako kolekcjonowanie kart z konkretną kobietą. Z tego względu, że premiera gry miała miejsce w 2007 roku, to niestety nie możemy liczyć na specjalnie osiągnięcia z tym związane, bowiem 14 lat temu na Steam nie było jeszcze funkcjonalności związanej z osiągnięciami. Te przyszły dopiero w kolejnych latach i myślę, że w drugiej albo może dopiero w trzeciej części będzie istniała szansa zdobycia specjalnego osiągnięcia związanego z romansami.

Po co wykonywać zadania skoro można grać w pokera

Chcąc odpocząć od zadań, czy to tych związanych z główną osią fabuły, czy też tych pobocznych, twórcy przygotowali także aktywności poboczne, jakimi możemy się zająć (chociaż te aktywności też stają się zadaniami pobocznymi). Do dyspozycji mamy możliwość grania w kościanego pokera oraz walkę na pięści.
Muszę przyznać, że kościany poker jest ciekawą grą i wciąga niczym jego karciany odpowiednik jednak jeżeli macie słabe nerwy lub łatwo ulegacie nałogom, to radzę wam nie zaczynać tej zabawy. Zasady gry są proste. Kościany poker wygląda niemal identycznie, jak zwykła gra w pokera przy użyciu kart. Rzucamy pięcioma kostkami i patrzymy, co wypadnie. Czy będziemy mieli parę, dwie, fulla czy karetę i czy uda nam się pokonać przeciwnika. Zawsze możemy odrzucić niechciane kości i tą samą ilością, którą odrzuciliśmy, rzucić ponownie. Wynik porównujemy z przeciwnikiem i ten, kto trafił wyższy układ wygrywa. Zasady proste tak samo, jak te w prawdziwym pokerze. Gra prosta, łatwa i przyjemna (do momentu, w którym nie przegramy góry orenów).

wiedzmin 39

Drugą odskocznią od zadań z głównego wątku i tych, związanych z ubijaniem potworów, są walki na pięści. W tym przypadku wiadomo, o co chodzi – na ring (środek kółka) wychodzi dwóch, a schodzi jeden. Większość walk na pięści, będziemy mogli znaleźć w karczmach, ale zdarzy się tak, że konkretny pięściach będzie żył w samotności i żeby z nim zawalczyć, najpierw będzie trzeba go odszukać. Z walką na pięści wiąże się też zadanie na zdobycie tytułu mistrza pięściarskiego, czyli pokonanie wszystkich najmocniejszych przeciwników, jakich spotkamy na swojej drodze.

Na swojej drodze spotkamy wiele ciekawych bohaterów

Czymże byłaby gra RPG/Action RPG bez ciekawych bohaterów. Na szczęście w wiedźminie tych nie zabraknie. Co prawda przez utratę pamięci naszego bohatera, części z nich nie będziemy w ogóle pamiętać lub będziemy kojarzyć ich jak przez mgłę, ale z pewnością nie będziemy mogli o nich powiedzieć, że są nieciekawi. Barwną kompanię, z jaką Geralt się przyjaźni stanowi Jaskier – bard, który co chwila pakuje się w jakieś kłopoty przez uwodzenia niewiast, chędożenie ich, a później ucieczkę przed ich ojcami, mężami i/lub narzeczonymi, drugi to Zoltan – krasnolud, z którym Geralt zna się z pola bitwy. Jest to dwójka najbardziej zaufanych towarzyszy Geralta, jednak na swojej drodze spotka dużo więcej bohaterów, którzy będą mieli dla niego ciekawe zadania lub historie do powiedzenia. Spotkamy Kalksteina – ekscentrycznego alchemika, który sprzedałby każdego dla dobra nauki i swoich eksperymentów, Dziadka na bagnach, który z początku sprawiał wrażenie miłego, lekko chorego na umyśle, by w rzeczywistości okazać się bezwzględnym kanibalem. Spotkamy Panią Jeziora, której wątek jest jednym z bardziej klimatycznych w całej grze.

wiedzmin 15

Warto jest poznać historię bardziej znaczących bohaterów, ponieważ CD Projekt postarał się w kwestii pisania ich historii i zwykle, takie postacie nie są jednowymiarowe i nie można ich oceniać przez pryzmat aktualnych wydarzeń. Pełny osąd wymaga obserwacji i sprawdzenia dokładnie intencji tych osób, tak jak np. Zygfryd, który od początku wydawał się człowiekiem do rany przyłóż, a skończyło się, jak się skończyło. Nie chcę zdradzać za dużo takich smaczków, bo warto poznać je osobiście, a w grze naprawdę jest ich sporo. Także od naszych wyborów zależeć będzie to, w jaki sposób pewne osoby będą do nas podchodzić, a czasami mowa tutaj o całych społecznościach np. wątek Carmen i prostytutek atakowanych na ulicach.

Każda historia ma swoje znaczenie

I właśnie w tym momencie warto jest powiedzieć o tym, dlaczego warto jest wysłuchiwać uważnie, każdego bohatera (takiego z kim faktycznie możemy uciąć sobie pogawędkę), ponieważ nigdy nie wiemy, w jakim momencie dana informacja może okazać się użyteczna. Czasami mimowolnie powiedziane w wypowiedzi słowa mogą okazać się kluczowe dla jakiegoś zadania kilka godzin później. W grze będzie też kilka takich wypowiedzi, które z pozoru mogą wydawać się banalne, ale w rzeczywistości dużo znaczą (np. rozmowa z Królem Gonu, który praktycznie zwykłą rozmową streścił wszystkie wydarzenia, jakie będą miały miejsce w trzeciej części Wiedźmina). Chyba każdy fan gier RPG i Action RPG wie, że to właśnie dialogi i ukryte między wierszami smaczki stanowią o sile gry. Skupiając się tylko na wybijaniu potworów i brnięciu w zadania związane z głównym wątkiem fabularnym, pomija się znaczną część gry, która później, zamiast bawić może rozczarować – wszystko zależy głównie od tego z jakim nastawieniem siadamy do gry i czego od niej oczekujemy.

Każdy przedmiot może się przydać

Tak samo jak każda historia może mieć znaczenie, i znaczenie może mieć każdy bohater, tak samo zasada ta dotyczyć może przedmiotów, które będziemy spotykać na swojej drodze. Oczywiście nie mam tutaj na myśli oręża oraz zbroi, bo o tych wspominałem, że jest ich jak na lekarstwo. Sytuacja zmienia się, jeżeli przyjmiemy jakieś zadanie, za którego wykonanie czeka nas określona nagroda.
Ok, za wykonanie większości zadań nie dostaniemy nic oprócz orenów i doświadczenia, ale są takie, które po wykonaniu pozwalają na wybór przedmiotu, jaki chcemy otrzymać. Mogą to być oreny, tak jak się umawialiśmy na początku ze zleceniodawcą, ale mogą to być także unikalne przedmioty pozwalające np. modyfikować pancerz lub ulepszać miecze. Tylko od nas zależy, co zdecydujemy się przyjąć w ramach wynagrodzenia.

wiedzmin 33

Przez całą grę natknąłem się chyba na 3 albo 4 tego typu zadania, w których zdecydowałem się zrezygnować z zapłaty w gotówce i wybrałem inne przedmioty. Jednym z takich przedmiotów był talizman powodujący odstraszanie Utopców. Jak tylko przeczytałem, do czego on służy, to pomyślałem sobie „wow, świetna sprawa będzie mieć taki amulet”. Mój entuzjazm prysł kiedy udałem się na bagna i otrzymałem zlecenie na zabicie Utopców, które cały czas przede mną uciekały i musiałem je gonić, nieraz wpadając w liczną grupę przeciwników, co kończyła się śmiercią albo koniecznością szybkiej ucieczki.
Jednak są takie przedmioty do wyboru, które mogą się przydać do wykonania innego zadania (pobocznego). Pamiętam jedno takie zadanie, które wykonywałem dla Pustelnika i ten w zamian za wykonanie oferował mi mieszek ze srebrem, jakąś książkę i naszyjnik z nieśmiertelników (lub coś w tym guście). Zdecydowałem, że w nagrodę wezmę mieszek ze srebrem, a kilka zadań później okazało się, że żeby ściągnąć klątwę z jednej umęczonej duszy, potrzebny był naszyjnik z nieśmiertelników, który trzeba było jej podarować, aby ściągnąć klątwę. Więc jeszcze raz powiem, to co mówiłem wcześniej – warto jest zbierać, różnego rodzaju przedmioty, bo nigdy nie wiadomo co, kiedy może się przydać.

Gdzie podziała się optymalizacja?

Pora co nieco wspomnieć o kwestiach technicznych. Gra Wiedźmin powstała w oparciu o dosyć leciwy silnik Aurora Engine autorstwa studia BioWare. Silnik zadebiutował na rynku już w 2002 roku i powstał na potrzeby gry Neverwinter Nights, czyli nieco innego gatunku gry. Za fizykę w grze odpowiadał natomiast silnik Karma, który pozwalał np. na niszczenie niektórych obiektów oraz animację włosów (która zresztą nie działała, tak jak powinna). Już sam fakt, że Aurora Engine powstał z myślą o odmiennej mechanice gry, pozostawia sporo zarzutów, ale największym zarzutem pod kątem technicznym należy się samej optymalizacji gry, która potrafi przyciąć nawet na mocnych procesorach i kartach graficznych, a mówimy o grze mającej już niemal 15 lat na karku.

wiedzmin 38

Chyba powinienem się cieszyć, że nie odpalałem tej gry w dniu premiery, bo nie wiem, czy nie odbiłbym się od niej na zawsze. Ale wśród tych głosów niezadowolenia i wytyków kiepskiej optymalizacji, muszę przyznać, że przemierzając wszystkie krainy, zdarzały się takie momenty, że chciało się na chwilę zatrzymać i podziwiać widok. Takich momentów najwięcej doświadczyłem chyba w IV akcie, ale nie twierdzę, że tylko on ładnie wyglądał. Słowiański klimat aż wylewa się z ekranu. Gdyby tylko ta optymalizacja była lepsze, ale w tej kwestii trzeba powiedzieć sobie jasno – CD Projekt RED nigdy nie byli mistrzami optymalizacji i w tym temacie nie zmieniło się nic na przestrzeni wszystkich odsłon gry.

Czasami otrzymujemy zadania niemożliwe do wykonania

Wcześniej wspominałem już o zadaniach, jakie przyjdzie nam wykonać, jednak nie wspominałem, że część z nich została zaplanowana tak, że nie będzie nam dane ich wykonać. Jak w każdej grze tego typu, tak i tutaj mamy dostęp do dziennika zadań, w którym możemy sprawdzić cel naszych zadań, krótki opis tego, co należy zrobić, aby wykonać zadania oraz wskazówki pomocne przy jego wykonaniu. Co jednak zrobić w momencie gdy zadanie cały czas „wisi” w zakładce do zrobienia, a my już wiemy, że nie będziemy w stanie go wykonać?
Na to pytanie niestety nie otrzymamy odpowiedzi, a aktywne zadanie cały czas będzie kłuło nas w oczy. Tak przynajmniej było w moim przypadku z zadaniem „Tajemnice Berengara”, gdzie najpierw musiałem odnaleźć zaginionego Wiedźmina, a następnie co jakiś czas z nim rozmawiać. Po każdej rozmowie pojawiał się nowy wpis w dzienniku mówiący o tym, żeby przyjść później i ponownie porozmawiać z Berengarem, który z każdym dniem może się przed nami bardziej otwierać.

Wszystko fajnie pięknie, tylko co jeżeli podczas wyboru opcji dialogowych wybierze się taką, która prowadzi do bezpośredniej i ostatecznej konfrontacji pomiędzy dwoma Wiedźminami? Niestety w moim przypadku, po wybraniu takiej opcji dialogowej i konfrontacji z Berengarem zadanie cały czas pozostawało aktywne pomimo tego, że szans na rozmowę nie miałem żadnych. Nie wiem, czy to było spowodowane niedopatrzeniem, bugiem czy też może niekonsekwencją, ale potrafiło zirytować. Pewnie tak, jak w przypadku raju perfekcjonisty jest też piekło perfekcjonisty, tak samo w przypadku osoby chcącej wyczyścić dziennik do zera cały czas widoczne jest zadanie, jako takie do wykonania, pomimo tego, że nie ma opcji na jego wykonanie. Niestety, jak się pewnie domyślacie – nie udało mi się wyczyścić dziennika zadań w 100%.

wiedzmin 32

Nie zapominajcie o częstym zapisywaniu gry

Chcąc rozpocząć grę w pierwszą część wiedźmina, warto będzie wyrobić w sobie nawyk częstego wykonywania zapisu stanu gry. Całe szczęście, że gra daje taką możliwość, bo bez tego odsetek osób, które nie ukończyły gry, pewnie znacząco by wzrósł. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości i jasno przyznać, że gra ma już swoje lata i potrafi być kapryśna. O ile w pierwszej połowie przygody wyrzucanie do pulpitu było rzadkością, tak mniej więcej od momentu rozpoczęcia czwartego aktu, tego typu awarie stawały się niemal notoryczne i nie obyło się bez przynajmniej dwóch – trzech „wyrzutek” w trakcie jednej sesji. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć jak byłoby to frustrujące gdyby zapomnieć o wykonaniu zapisu gry przez np. godzinę i w momencie wysypania się gry, trzeba by było ponownie rozpoczynać całą rozgrywkę od ostatnio wykonanego zapisu? Na auto zapisy nie ma co liczyć – co prawda są one dostępne, ale wykonują się raczej podczas naprawdę ważnych dla fabuły wydarzeń, więc jeśli ktoś się skupi na wykonywaniu zadań pobocznych, to może okazać się, że po godzinie wybijania Utopców lub innych poczwar gra się wysypie, to można być pewnym, że godzinne wybijanie trzeba będzie rozpocząć ponownie lub skupić się na innym aspekcie gry. Podstawową zasadą powinno więc być – częsty zapis stanu gry, to podstawa dobrej zabawy.

Wybory podjęte w pierwszym Wiedźminie przejdą na kolejne części

Pewnym, wartym wspomnienia elementem jest z pewnością ten, dotyczący zapisów gry. Skoro przed chwilą pisałem o tym, że warto wykonywać częste zapisy gry, tak teraz warto jest wspomnieć o tym, że dzięki tym zapisom, wszystkie podjęte przez nas decyzję, razem z ich konsekwencjami będziemy mogli przenieść do drugiej części gry. Jest to ciekawe rozwiązanie, od którego może zależeć, to czy w drugiej odsłonie spotkamy na swojej drodze bohatera znanego z pierwszej części, czy może nie będziemy mieli już ku temu okazji, bo np. przytrafi nam się jego zabicie.
Jest to bardzo fajne rozwiązanie skłaniające ku temu, żeby każdy wybór i każdą decyzję przemyśleć dwa razy, bo w zasadzie nigdy nie wiadomo kto lub co może się nam przydać w drugiej odsłonie gry.

wiedzmin 36

Przez takie rozwiązanie może się nam zrobić ciekawe combo w momencie rozpoczęcia gry w trzecią część wiedźmina, bo tam może dojść do kumulacji i kulminacji naszych wyborów. Oczywiście jeżeli ktoś nie grał w którąś część, to gra pozwala na symulacje naszych wyborów i obejdzie się bez konieczności przenoszenia zapisów, ale według mnie wtedy gra może tracić swój urok i niekoniecznie zgadzać się z tym, jak my byśmy zachowali się w danej sytuacji.

Czy do Wiedźmina warto wracać?

Wiedźmin I posiada wiele wad. Chociaż przez wielu został okrzyknięty jako arcydzieło, niestety do tego statusu wiele mu brakuje. Jakbym miał oceniać całą serię, to może łapałaby się pod stwierdzenie arcydzieła, ale pierwszą część oceniłbym bardziej jako wstęp do czegoś dużo ciekawszego. I był to wstęp dosyć toporny. Zdaję sobie sprawę z tego, że gra ma już swoje lata i z pewnością wiele osób, które chciałoby ją przejść po raz pierwszy, odbije się od niej już po pierwszych kilkunastu minutach gry. Jednak pomimo swoich wad i całej tej toporności, to uważam, że jest to gra, do której nie tyle warto wracać, co na pewno chociaż raz ją przejść żeby zobaczyć od czego się zaczęła przygoda z Geraltem i jaką drogę przeszła seria. Od brzydkiego kaczątka, po to co zostało zaprezentowane w trzeciej odsłonie.
Innym elementem, dla którego warto jest przejść pierwszą część wiedźmina, jest możliwość przenoszenia zapisów gry do kolejnych części, które mają realny wpływ na wygląd gry w kolejnych częściach. Mowa tutaj głównie o bohaterach, których spotkamy (lub nie) na swojej drodze.

Więc jeszcze raz podsumowując – jeśli nie grałeś nigdy w pierwszą część wiedźmina, to warto zacisnąć zęby i przymknąć oko na mechanikę walki i po prostu przejść grę, żeby wiedzieć, o co w niej chodzi, a jeżeli już ją przeszedłeś, to raczej sobie darować jej ponowne przechodzenie, żeby nie zepsuć sobie wspomnień z nią związanych. Wiedźmin I nie zestarzał się z wielką godnością i tą toporność widać, tak w mechanice jak i grafice (chociaż gra miewa swoje momenty) i ja sam nieprędko wrócę akurat do pierwszej części – o ile w ogóle wrócę. Jednak dla fanów Geralta powinna być to pozycja obowiązkowa.

Gameplay z gry możecie zobaczyć na moim kanale na YT, a film z pierwszej części serii znajdziecie poniżej:

Wymagania sprzętowe Wiedźmin: Edycja Rozszerzona

Minimalne wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel Pentium 4 2.4 GHz/AMD Athlon 64 +2800
Pamięć RAM: 1 GB
Karta graficzna: GeForce 6800 lub lepsza
Miejsce na dysku: 8.5 GB
System operacyjny: Windows 7/8/8.1/10 64-bit

Zalecane wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel Core 2 Duo
Pamięć RAM: 2 GB
Karta graficzna: GeForce 320M lub lepsza
Miejsce na dysku: 10.5 GB
System operacyjny: Windows 7/8/8.1/10 64-bit

Plusy:

Minusy:

GRAFIKA

7/10

FABUŁA

8/10

ROZGRYWKA

7/10

GRYWALNOŚĆ

8/10

DŹWIĘK

7/10

Ocena: 7,5/10

7.5/10